niedziela, 27 grudnia 2015

Exes Anonymus/ Lauren Henderson



               Rebecca zerwała z Patrickiem prawie pół roku temu, a wciąż nie może o nim zapomnieć. Chociaż zapomnieć to nie jest odpowiednie słowo. Ona obsesyjnie o nim myśli. Po 2,5 roku bycia razem, może nie w idealnym związku, ale połączeni miłością i najlepszym seksem  w życiu, kończą burzliwy związek i wracają do swojego życia. No, może nie do końca wracają, bo Rebecca utknęła w swoim żalu, nie potrafiąc rozstać się ze wspomnieniami o kochanku, czując, że jest to jedyna więź z Patrickiem, która jej pozostała. I nie do końca kończą, bo kobieta nie miała nic do powiedzenia, gdy Patrick postanowił uciec od niej do Nowego Jorku, by dalej wieść odpowiadające mu życie samotnika, odpowiedzialnego tylko za siebie. Chociaż rzucenie mu w oczy jakim jest tchórzem oznaczało, że jednak miała coś do powiedzenia. To jednak nie zmieniło decyzji Patricka o rozstaniu. Czasem łatwiej jest uciec niż walczyć o to, co w życiu ważne.
              Pięć miesięcy to dużo czasu na zagojenie ran. Jednak gdy codziennie spogląda się na rozlepione wszędzie zdjęcia swojego byłego, po kilka razy na dzień słucha się nagrań na automatycznej sekretarce, zachowanych po tchórzliwej ucieczce Patricka, gdy jeszcze oboje udawali, że ten związek nadal istnieje  czy czyta się e-maile jako ostatnie ślady po zniszczonym związku, ciężko jest rozstać się z przeszłością. Zwłaszcza gdy te obsesyjne myśli chowa się przed całym światem, nie mogąc ich zdradzić nawet najlepszemu przyjacielowi. Ale to przecież całkowicie normalne widzieć wszędzie odbicia Patricka w przypadkowo spotkanych mężczyznach, prawda? I całkiem naturalne jest dzwonienie do niego z nadzieją, że usłyszy się jego głos nagrany na sekretarkę. A gdy ten przypadkiem odbierze, powinno się szybko odłożyć słuchawkę. Tak przecież postępują dorośli, prawda? To tylko część żałoby, normalny odruch, który każe oglądać całą serię show, prowadzonego przez mężczyznę tak łudząco podobnego do Patricka.
              Jednak Davey, najlepszy przyjaciel, któremu mówi się o wszystkim (no może za wyjątkiem świątyni, jaką się urządziło swojemu byłemu w mieszkaniu), uważa, że 5 miesięcy to więcej niż potrzeba, aby wrócić do życia po zerwaniu. Gdy więc przypadkowo dowiaduje się, że Rebecca nie tylko nie przeszła jeszcze wszystkich stadiów swojej żałoby, lecz utknęła gdzieś na początku, maltretując się dodatkowo wspomnieniami o Patricku, postanawia działać. Jako były alkoholik, aktywnie udzielający się na spotkaniach AA zbyt dobrze wie, co znaczy obsesja.
              On jeden próbuje pomóc kobiecie uporać się z demonami przeszłości i bez jej zgody umieszcza w gazecie zaproszenie dla osób, które borykają się z podobnymi problemami i nie potrafią poradzić sobie ze zżerającą ich obsesją (aczkolwiek Rebecca wcale by tego nie nazwała obsesją, tylko naturalną koleją rzeczy po utracie kogoś, kogo się bardzo kochało), na wspólne spotkania pod kierunkiem nie kogo innego, jak właśnie Rebecci. Mimo początkowej niechęci kobieta godzi się na prowadzenie spotkań przez wzgląd na śliczną Daisy, przyjaciółkę, która raz po raz pakuje się w kłopoty damsko-męskie i właśnie przeżywa kryzys związany z ostatnim niewypałem, Lewisem, mężczyzną na jedną noc, który wykorzystał ją do własnych biznesowych celów. A także dla Finna, swojego szefa, przygniecionego wiadomością, iż jego brat Barney żeni się z Vanessą, Finna byłą dziewczyną, jakby mało było tego, że w dzieciństwie zabierał mu wszystkie zabawki. W dodatku w głębi duszy Rebecca wie, że jej uczucie do Patricka nie jest tak do końca normalne i że chyba czas rozstać się z nim tak naprawdę.
              Spotkania porzuconych czyli Exes Anonymus stają się bardzo ważne dla wszystkich jej uczestników, a zwłaszcza dla Rebecci, która  pomimo iż tak naprawdę nie chce rozstawać się ze swoimi wspomnieniami o Patricku, bo wówczas będzie musiała przyznać przed samą sobą, że to naprawdę już koniec, czuje, że to, co od pięciu miesięcy dławiło ją w ciszy i samotności, wreszcie dojrzewa, aby opowiedzieć o tym innym i pozwolić temu odejść. Bo gdy to, co nas dręczy, zostanie wyrzucone na zewnątrz, wreszcie daje szansę na to, aby zobaczyć, jakie było naprawdę. I mimo, iż boli, będzie można wreszcie przyznać przed samym sobą, że ten drogi związek wcale nie był taki idealny, jak przekonywaliśmy siebie przez ponad dwa lata. I wreszcie pozwoli zobaczyć, że to ten związek nas stłamsił, a nie rozstanie. Bo być może to właśnie rozstanie było dla nas ratunkiem, a nie ramiona ukochanej osoby.
               Poza tym życie ma dla Rebecci przygotowaną jeszcze jedną niespodziankę, mimo iż ona sama nie sądziła, że ma jeszcze w sercu miejsce na miłość. A może to nie miłość, a próba zapomnienia się w innym człowieku? Ale czy porównywanie innych mężczyzn do swojego byłego nie jest całkiem naturalne? Cóż, tego nie można powiedzieć nikomu, nawet swojemu protektorowi i nauczycielowi Jake’owi. Zwłaszcza, gdy codziennie lubi się go coraz bardziej.

             Z trzech ostatnich książek romantycznych angielskich pisarek- Szukam męża, szukam żony, Other people’s lives i Exes Anonymus, ta ostatnia była najlepsza. Najciekawszy wątek, najbardziej spójna, najbardziej kąśliwa i zabawna. Gdybym chciała polecić koleżance jakąś współczesną romantyczną książkę, wybór padłby właśnie na tą. Co więcej z racji tego, że traktuje o bardzo ważnym problemie uporania się z uczuciami do naszych byłych, poleciłabym tę książkę każdej osobie, która przeżywa lub przeżywała męki rozstania. Bez względu na powód i bez względu na to, kiedy nasz związek się rozpadł. Te z nas, które dopiero co się rozstały, znajdą w tej książce pocieszenie i porady, jak zachować zdrowy rozsadek (przechodziłam przez to, więc wierzcie mi, to są ponadczasowe porady, których warto się trzymać; nawet jeśli napisane są z humorem, dadzą nam wsparcie w trudnych chwilach, a może nawet rozśmieszą, gdy dojrzymy w nich swoje własne zachowania. To, że nie jesteśmy sami, to, że inni przeżywają swoją rozpacz i złość dokładnie tak samo jak my, jest pocieszające i daje nadzieję na przyszłość). Te zaś, które już dawno zakopały wspomnienia po swoich nieudanych związkach we wspólnym anonimowym grobie, na który nie zanosi się kwiatów w każdą rocznicę, będą mogły pośmiać się z siebie i swoich dawnych udręk i na pewno poczują się jeszcze lepiej, wiedząc, że same poradziły sobie ze swoimi uczuciami, które tak naprawdę nie były warte zachodu.
             No ale cóż, jesteśmy dziewczynami i uczucia to nasza domena. Nie potrafimy ich wyłączyć, ani nawet panować nad nimi (wiele z Was jeszcze się o tym przekona, gdy trochę pożyje i zobaczy świat), dlatego dobrze jest czasem pocieszyć się tym, że inni przeżywają te same katusze i tak samo reagują na podobne sprawy. Myślę, że lepiej nie pokazywać tej książki mężczyznom, bo pomimo tego, iż pojawia się w niej parę męskich postaci, które również potrafią rozmawiać o swoich uczuciach (jak to określiła aktorka- nowy typ macho), to jednak lepiej, żeby nie widzieli oni jakimi jesteśmy wariatkami :) Chociaż może okazać się, że mężczyźni, choć rzadziej, również chorują na tę powszechną przypadłość. Obsesja jest jedną z największych ułomności ludzkiego umysłu i łatwo w nią popaść we wszystkich dziedzinach życia.
                 Mimo iż książka opowiada o żałobie i negatywnych uczuciach, takich jak złość, depresja czy wyrzekanie się siebie dla drugiego człowieka, jest ona wyjątkowo zabawna. Autorka potrafi opowiadać o tym w sposób ciepły i lekko ironiczny. Myślę, że dobrze jest pośmiać się ze swoich słabostek, może dzięki temu łatwiej nam będzie się do nich przyznać, kiedy będziemy potrzebować czyjejś pomocy.
                  W tej książce autorka drwi sobie tak z mężczyzn jak i kobiet, jakby chciała nam uświadomić, że zerwanie to jeszcze nie koniec świata i że nigdy, będąc w związku, nie należy bać się mówić, co naprawdę się myśli, bez względu na obawy, że w ten sposób możemy utracić kochaną osobę. Jakby chciała nas ostrzec, że tracąc swoją indywidualność, sami wystawiamy się na niebezpieczeństwo. Może jest to jej sposób, aby ostrzec nas w porę, abyśmy nie musieli przeżywać późniejszych mąk i żali, że tyle z siebie oddaliśmy, tyle się wyrzekliśmy z własnej osobowości i wszystko na nic. Przesłanie tej książki jest bardzo wyraźne- nie powinniśmy rezygnować ze swoich potrzeb w obawie przed tym, że nie sprostamy oczekiwaniom naszego partnera. Powinniśmy bronić swoich przekonań i nie oddawać meczu walkowerem tylko dlatego, że wydaje nam się, że nasz partner tego od nas wymaga. Bo w rzeczywistości często jest tak, że jest to tylko gra naszej wyobraźni, a te wygórowane wymagania stawiamy sobie sami, a nasz partner nie ma zielonego pojęcia, jak bardzo się dla niego poświęciliśmy. Trzeba pamiętać, że poświęcenie a ustępstwo to dwie różne rzeczy i że to drugie należy czynić po obu stronach, aby związek był szczęśliwy i satysfakcjonujący. Poświęcenie zaś to za dużo i żaden partner nie powinien od nas tego wymagać.
               Nie wiem, czy to tylko moje wrażenie, ale wiele sytuacji w książce Exes Anonymus jest jakby wyciągnięte z mojego własnego życia. Spostrzeżenia autorki są bardzo trafne i sprawiają wrażenie, jakby i ona przechodziła przez te wszystkie trudności, jakie opisała w swojej książce. Podobieństwo do sytuacji, które przeżywałam w przeszłości sprawiło, że książka była mi bardzo bliska. Ale nawet gdybym zignorowała to całe podobieństwo, wiem, że i tak bardzo by mi się spodobała. Była naprawdę zabawna, bliska prawdziwemu życiu, a złośliwość autorki wytłumaczona. Czasem po prostu trzeba spojrzeć na relacje damsko-męskie z przymrużeniem oka, aby nie stracić rozumu i zachować dystans. Bo czasem tylko trzeźwość umysłu i dystans do tego wszystkiego, co się wiąże z miłością, może nas uratować. I chociaż czasem wydaje się nam to niemożliwe, nawet z perspektywy czasu, bywa, że ludzie nie są sobie pisani i trzeba przejść nad tym do porządku dziennego i nie zagrzebywać się w swojej żałobie.             Zwłaszcza jeśli czujemy, że nas związek daleki jest od ideału i zbyt nas wyczerpuje emocjonalnie. Dopiero jak nam klapki ekscytacji opadają, jesteśmy w stanie zobaczyć wszystkie odcienie szarości naszego partnera. A jak wszyscy wiemy, gdy kochamy, nie widzimy pewnych rzeczy albo udajemy, że ignorowanie minusów przychodzi nam z łatwością, bo przecież kochamy. Gdy zaś jesteśmy w związku odmawiamy ludziom z zewnątrz prawa widzenia, jaka jest prawda. Nie chcemy słuchać ich porad, zwłaszcza tych, które mówią o tym, że powinniśmy znaleźć sobie innego partnera i czasem dopiero po latach dostrzegamy plusy rozstania i doceniamy to, co nastąpiło po rozstaniu.
              Bo jak mówi powiedzenie, po każdej burzy zawsze wychodzi słońce, a po nocy nastaje dzień. Jeśli więc nie zagrzebiemy się w żalu tak głęboko, że bez pomocy nie jesteśmy się w stanie wydostać z tego grobu za życia, zawsze odnajdzie nas coś dobrego. Jeśli nie nowy związek, to nowe sytuacje, które pomogą odbudować zniszczone ego i na powrót poczuć szczęście. A wcale nie trzeba być w czepku urodzonym, aby odnalazł nas nowy związek. Od nas tylko zależy, jaką lekcję wyniesiemy z poprzedniego związku i kogo wybierzemy sobie na partnera. Jeśli postanowimy ukarać się powtórką z rozrywki, nic nas przed tym nie powstrzyma. Tylko my sami jesteśmy w stanie uchronić się od złego.
I tego też próbuje nas nauczyć Lauren Henderson. Że tylko my sami mamy zdolność regeneracji swojego serca i swojego rozumu. Nie następny chłopak, który przyjdzie po tamtym. Ten da nam tylko możliwość porównywania tego co było z tym co jest. Prawdziwe katharsis zależy od nas. Tylko pamiętajcie, to nie znaczy, że macie odrzucać zaloty każdego mężczyzny, który się będzie kolo Was kręcić. Upewnijcie się tylko, że przeszłość należy do przeszłości, zanim rzucicie się w kolejny związek. Wówczas na pewno będziecie potrafiły rozpoznać Tego Jedynego.
                No właśnie, Mr Right, jak to się mówi po angielsku. Życie ma dla Rebecci jeszcze parę niespodzianek, a autorka chowa kilka asów w zanadrzu, łącznie z zaskakującym zakończeniem, którego oczywiście nie zdradzę. Jednak zastanawiam się, czy faktycznie mnie to zakończenie zaskoczyło. Wiele znaków przemawiało za tym, że będzie właśnie tak, jak sobie to na końcu Lauren wymyśliła. Z drugiej strony zastanawiam się, czy nie była to decyzja podjęta w jednej chwili, aby pokazać, że być może Rebecca ma po prostu słabą głowę jeśli chodzi o facetów? Wiem, że gdy chodzi o miłość, nigdy nie można być pewnym, kiedy trafi nas strzała Kupidyna, jednak to, w jaki nagły sposób Rebecca odnajduje w sobie zaskakujące ją uczucia każe zwątpić w jej rozsądek. Tak sobie myślę, że może ona po prostu należy do tych kobiet, które po prostu lubią czuć motyle w brzuchu, a potem pogrążać się w żałobie? Czy to właśnie autorka chciała mi powiedzieć? Że nasza główna bohaterka tylko w ten sposób potrafiła czuć, że żyje? Szczęśliwa lub nieszczęśliwa, ważne że z miłości? Przyznam, że nie rozgryzłam tego tak do końca, ale patrząc na nagłe zwroty akcji jestem w stanie w to uwierzyć. A może to był zwykły chwyt, mający zagęścić akcję? Bo przyznam, że poczułam lekki gwałt na mojej wyobraźni, gdy ni stad ni zowąd akcja obróciła się tak gwałtownie, że nie mogłam się przez chwilę pozbierać, wciąż czując chwiejącą się podłogę, gdy moje wyobrażenie o tej książce zadrżało w fasadach. Uważam, że lepiej by było od razu dążyć do takiego zakończenia, bez tego całego „pomiędzy”. Brzmi tajemniczo, prawda? Ale nie mogę nic więcej powiedzieć. Dowiecie się, jak książkę przeczytacie. Choć pewnie niektórzy z Was już się domyślili o co chodzi, bazując na bogatym zapalonej czytelniczki komedii romantycznych :)

                 Ostatecznie, bez względu na zakończenie, które bądź co bądź zepsuło nieco urok książki, Exes Anonymus była wciągająca i śmieszna, kąśliwa i ciepła. Była świetnym towarzyszem na długie ponure wieczory, kiedy kryłam się przed depresyjną pogodą w wannie z gorącą wodą i pod kocem z ciepłą herbatą. Cieszę się, że ją znalazłam, bo umiliła mi długie godziny oczekiwania na święta. Przed nami zaś Sylwester, więc może dla kogoś też będzie wspaniałym towarzyszem na te parę dni, które zostały nam do końca roku? Polecam sprawdzić :)

Brak komentarzy: