wtorek, 29 sierpnia 2017

Wives and lovers/ Jane Elizabeth Varley




Ostatnio wpadła mi w ręce dość ciekawa książka (jak na literaturę współczesną). Jak zwykle ostatnimi czasy, w ramach nauki, sięgnęłam po jeden z tomów angielskojęzycznych zalegających w moim magicznym kartonie z książkami z sh i na chybił trafił wybrałam „Wives and lovers” napisaną przez nieznaną mi Jane Elizabeth Varley. Książka miała traktować o relacjach małżeńskich w nowoczesnym świecie rządzącym się swoimi prawami (czyt. love, sex, infidelity and drugs). Z opisu brzmiało jak coś w rodzaju dramatu; połowa książki zdawała się utrzymywać ten klimat, ale ostatecznie okazało się, że był to zręcznie zamaskowany, typowy romans, z happy endem i wewnętrznym spokojem, który osiągają wszyscy pozytywni bohaterowie, podczas gdy negatywni dostają to, na co zasłużyli, natomiast wszystkie zawikłane sprawy wreszcie układają się jak z płatka, jak to przecież w życiu bywa ;)
Pozwoliłam sobie na ten spoiler, ponieważ wszyscy wiemy, jak kończą się romanse. Najpierw życiowe tragedie, potem nowe miłości i błyskotliwe kariery, połączone z duchowym wzmocnieniem, bla bla bla. Widocznie przyciągam takie książki i nie potrafię wybrać nic ambitniejszego. I wiecie, mimo iż za dzieciństwa i nastoletniego okresu trafiały mi się same tytuły, które mnie czegoś uczyły i do tej pory tkwią w pamięci („przeleciała” wówczas chyba całą historię literaturyJ), tak obecnie wyciągam ręce po mniej lub więcej szmirowate książki i nawet nie wiem dlaczego tak się dzieje (pewnie dlatego, że już nikt nie ma ambicji, żeby napisać coś porządnego). Ale nawet wśród nich (uff) są lepsze i gorsze. „Wives and lovers” należy do tych lepszych.
I chociaż jestem pewna, że za 5 lat nie będę pamiętać, że kiedykolwiek przeczytałam coś autorstwa Jane Elizabeth Varley, tak mimo wszystko śmiało mogę stwierdzić, że ten tytuł spodoba się każdemu, bo też jest pisany pod każdego. Taka tam sobie historyjka trzech sióstr, z których każda przeżywa jakiś dramat związany z mężczyznami, z którymi się związały. Dobrze się to czyta, choć nie ma tu nic niezwykłego, nic przykuwającego uwagę tak, że nie możemy się oderwać od skaczących przed oczami literek, mimo że woda w wannie już dawno wystygła. Ale za to to, co zawiera książka, te trzy połączone ze sobą historie, są zgrabnie sklecone i nie kłócą się ze sobą. Są emocje, są łzy i złość. Jest miłość, zdrada i sex, czyli wszystko to, co składa się na życie. Są to więc tematy, które interesują wszystkich, więc i książka będzie przez wszystkich dobrze odebrana (choć jest to bardziej tytuł dla kobiet, wątpię, żeby któregokolwiek faceta interesowało to, co myśli płeć przeciwna ;)).
Wiadomo, że dobrze jest poczytać o tym, co trapi innych i cieszyć się tym, że to nas nie dotyczy. A jeśli dotyczy, fajnie jest przeczytać, że i dla nas jest nadzieja, tak jak to było w przypadku Clary, Victorii i Annie. Są więc te małe pociągające dramaciki i szpetne myśli, ale jest też szczęśliwe zakończenie, które przecież musi być w każdej szanującej się książce, bo przecież nie wolno smucić czytelnika, tylko trzeba dawać mu nadzieję. Zakończenie „Wives and lovers” nie jest typowym życiowym zakończeniem, jak by wskazywał dobór tematyki do stworzenia tych trzech przeplatających się, ale jest zakończeniem kopciuszkowym, mimo, że jedna z sióstr zostaje bez męża (ha, nie powiem która, dość tych spoilerów!), a druga gubi się w swoich uczuciach i tak naprawdę nawet na końcu książki nie wiemy, czy jej ostateczny wybór dał jej szczęście. Ale nawet mimo tej niepewności i może nie do końca określonego happy endu, najważniejsze jest to, że wszystkie trzy siostry odzyskały spokój wewnętrzny i dostały od życia nagrody za swoje przejścia. A to znaczy że dostajemy to, czego szukamy w książce- emocji i podpowiedzi, jak żyć oraz zapewnienia, że zawsze za rogiem czeka coś dobrego, na co warto poczekać. No po prostu sukces czytelniczy murowany.
Cóż więcej mogę napisać o tej książce. Właściwie tylko to, że mimo iż jest tam znienawidzony przeze mnie motyw wielu głównych bohaterów, podczas gdy ja toleruję tylko jednego, tak w tym przypadku jest to do przełknięcia, ponieważ wszystkie historie ładnie się zazębiają, każda jest inna i wszystkie są tak samo ciekawe, przez co czytanie tej książki staje się przyjemnością, nawet gdy traktuje o nieprzyjemnych sprawach. Czy nadaje się na prezent? Lepiej nie ryzykować. Kobiety zbyt lubią myśleć i jeszcze gotowe są głowić się, dlaczego dostały od męża właśnie taką książkę i czy przypadkiem przyjaciółka, która wręczyła ten prezent, nie chce czegoś w ten sposób powiedzieć. Ale jeśli same szukacie książki na wieczór, możecie śmiało po nią sięgnąć. Wprawdzie za miesiąc o niej zapomnicie, ale na pewno nie będziecie się nudzić. Nie z samolubnym Davidem i zadziwiająco pociągającym Calem Doylem. Nie z Victorią i jej dylematami, ani tym bardziej z Clarą i jej dzikim nieoczekiwanym romansem . Jak to mówią, dla każdego coś dobrego.
Może niektórzy zastanawiają się, dlaczego polecam tę książkę, mimo że nie skradła ona mojego serca. No cóż, to jest tak jak z tym przysłowiem- „Jak się nie ma co się lubi…” Już zresztą wielokrotnie pisałam, że dzisiejsza literatura jest prosta i nie wnosi zbyt wiele do naszego życia, ponieważ zaprojektowana jest, aby umilić nam czas i szepnąć, że przecież ostatecznie wszystko będzie dobrze, bo zawsze jest. I wielu to starcza, dlatego nie ma już zapotrzebowania na książki stulecia, bo wystarczy napisać jakiś dramacik lub jak to mówi po angielsku- „gripping story”, żeby wylądować na liście bestsellerów. Teraz pisze się dla pieniędzy, a nie po to, żeby zapisać się w kartach historii. Jest to też czas (jako tako) spokoju, bez wojen i innych dramatów ludzkości, więc nie ma o czym pisać. Dlatego pisze się o wszystkim i o niczym , na siłę wymyślając dramaty życia codziennego i efekt jest taki, że każdy pisze o tym samym, z tym że jedni bardziej wciągająco od innych.  Dlatego jeśli chcecie znaleźć naprawdę dobrą książkę, sięgajcie po tytuły z poprzednich stuleci lub książki z czasów wojny i nie łudźcie się, że w literaturze współczesnej znajdziecie prawdziwe perły. Musicie się zadowolić perełkami i innymi świecidełkami (tak jak ja). Musicie się zadowolić Jane Elizabeth Varley    : )

piątek, 28 lipca 2017

Jessica Mercedes Kirschner




Bardzo lubię młodych, inspirujących, energicznych ludzi. Przebywając w ich towarzystwie, choćby wirtualnie, mam wrażenie, jakby czas się cofnął i przeżywam swoją drugą młodość. Czuję się znowu zdolna do wszystkiego, jakby lata, które są za mną i wszystkie złe rzeczy, jakie się wydarzyły, nigdy nie istniały. Chce mi się znowu żyć pełną parą i spełniać dawno zapomniane marzenia. I co więcej znowu czuję, że są one w zasięgu ręki.
Kto nie przeżył już najlepszych lat swojego życia na pewno nie zrozumie, o czym mówię, Ale jeśli jesteście w wieku 35 lat i później to na pewno znacie ten stan ducha, to dziwne zmęczenie i poddanie się fali życia bez walki. Ja czasami zapominam, że mam przed sobą drugą połowę życia i że nie wszystko się jeszcze dla mnie skończyło. Przygnieciona obowiązkami i pracą, z której już dawno nie czerpię satysfakcji, staję się zrzędą i sama przestaję siebie lubić. A otoczona innymi zrzędami w jeszcze bardziej podeszłym wieku zdaję się raz po raz rezygnować z tego, co jeszcze życie może przynieść.
Ale kiedy spotykam na swojej drodze nietuzinkową osobistość, pełną wiary w siebie i gotową wziąć się z życiem za bary, nagle jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki ubywa mi lat i znowu zaczynam tryskać energią. Ponownie zaczynam myśleć o tym, czego nie udało mi się zrealizować, a o czym wciąż marzę, gdy mam lepsze dni. Znowu zaczynam tworzyć w głowie szalone plany, nie zważając na to, że powinnam już być stateczną panią, która myśli tylko o stałej pracy i ogólnej życiowej stabilizacji. Znowu zaczynam dostrzegać, że stabilizacja jest nudna i wcale nie jest tym, czego oczekuję. Że dałam się po prostu nabrać na to, co społeczeństwo chce mi wcisnąć na siłę, aby dopasować mnie do anonimowego tłumu.
Ale przy osobach młodych i świeżych przypomina mi się, że mam swoje własne plany i marzenia oraz że życie ma mi jeszcze mnóstwo do zaoferowania, muszę tylko mieć odwagę, aby po to sięgnąć. Przy tych osobach czuję się tak samo młoda i energiczna jak oni i wcale nie czuję, że stoję daleko za nimi z racji wieku i mniejszej zdolności absorbowania wszystkiego, co się z życiem wiąże. Pomysły same przychodzą mi do głowy i bardzo chce mi się je realizować. Dlatego uwielbiam przebywać wśród takich ludzi, bo sama zaczynam czuć, że mogę więcej i mogę lepiej niż kiedykolwiek dotychczas.
Żeby żyć tak, jak tego chcę i przede wszystkim nie zapominać o tym- potrzebuję inspiracji. Bez nich tracę oddech i nie chce mi się nic. Z nimi chcę wszystkiego i wiem, że mogę tego dokonać. I ja wcale nie poszukuję inspiracji, nie mam na to czasu. To one znajdują mnie. Albo po prostu potrafię je dostrzec wśród codziennych rzeczy. Skąd wiem, że są inspiracjami? Bo od razu czuję się lepiej. Czuję lekkość bytu i chcę się w niej pławić. Bo kiedy inspiracja znika, ucieka ze mnie życie jak powietrze ze starego balonu. A ja lubię to uczucie bycia na haju i to, że mogę je mieć za darmo. Wolę upajać się moimi inspiracjami, nawet jeśli w oczach innych ludzi są one małostkowe, śmieszne czy niezrozumiałe, niż szukać zapomnienia w używkach.
Moimi używkami są moje inspiracje, to co mnie otacza. Od najbardziej typowych jak śpiew ptaków, maki na polu pszenicy latem czy promień słońca przebijający się przez chmury. Jeśli mówimy o chmurach mogą to być białe puchate chmury nad zielonymi łąkami czy podświetlone złotem od zachodzącego słońca. Gdy mówimy o słońcu, może to być jego zmierzch wyciszający wszystko wokół i zmieniający świat w feerię przygasłych i majestatycznych barw. Może to być też czerwonozłota kula na horyzoncie i ogromna tarcza ospałego słońca witającego nowy dzień. Inspiracją może być ulubiona piosenka, kojarząca się z czymś miłym, wywołująca wspomnienie czegoś co zajmuje specjalne miejsce w moim sercu. Może to być piękne zdjęcie czy piękna osoba, uwieczniona na pięknym zdjęciu. Jednak najbardziej inspirują mnie charaktery ludzkie. Bo dają największego kopa.

To ludzie są dla mnie największą inspiracją. Ich pomysłowość, energia. To, czego dokonują, to, że nie boją się sięgać po swoje marzenia. Tym człowiekiem może być ktoś, kogo dumnie nazywam od lat przyjacielem, albo ktoś, kogo spotykam tylko dwa razy w tygodniu w szkole językowej czy nawet ktoś przypadkowy, podrzucony przeze mnie na stopa i z którym wymieniłam parę historii podczas półgodzinnej wspólnej jazdy. Jazdy, podczas której ten ktoś od razu mnie rozgryzł i dobrał się do mojego prawdziwego ja, ukrytego pod warstwami zapomnienia, ktoś, kto w pół godziny potrafił mnie podsumować jednym słowem lepiej, niż ja byłabym w stanie sama to zrobić. Może to być także ktoś, kogo spotkam w Internecie. Bo Internet jest pełen inspiracji, wystarczy tylko mieć oczy szeroko otwarte.
Jako osoba wykształcona i kochająca książki, uwielbiająca o nich pisać, mam, wydawałoby się, dość małostkowe zainteresowania. Czytam blogi modowe i oglądam zdjęcia na nich umieszczane. Ktoś by pomyślał, że upadłam na głowę, że zachowuję się jak nastolatka, która potrzebuje swojego idola do życia, bo sama nie potrafi żyć. Ale to nie jest tak, jak się wydaje.
Każdy potrzebuje inspiracji, czy to stulatek, czy nastolatek. Nasi dziadkowie inspirowali się swoimi rodzicami, nauczycielami, mężami i żonami. Nie mieli innych możliwości, więc korzystali z tego, co mieli pod ręką. My mamy Internet i korzystamy z niego na takich samych zasadach, jak kiedyś ludzie z naszej przeszłości, gdy spotykali się na pogaduchach u sąsiada czy czytali gazety bądź wsłuchiwali się w wiadomości lokalne płynące z radia. My mamy inne możliwości, ale wszyscy szukamy tego samego- sensu życia i inspiracji, bo bez nich nie da się żyć. Każdy potrzebuje swojego idola, z którego będzie mógł czerpać wzorce i wszystko, czego potrzebuje do swojego rozwoju. A czy to będzie polityk czy ktoś z sieci, to naprawdę nie ma znaczenia. Ważne, aby nas inspirował i pchał do działania.
Ja w Internecie znajduję piękno uwiecznione na fotografiach. Interesuję się tym od dawna. Szukam piękna wszędzie gdzie się da. Nie interesuję się modą, interesuję się pięknem. A najwięcej tego, czego szukam, znajduję na stronach związanych z modą. Trudno, to przecież nic zdrożnego. Nie chodzi mi o ubrania, tylko o to, jak pięknie wyglądają w nich ludzie. Jak wielu z nich potrafi uwiecznić niepowtarzalny klimat jednym pstryknięciem, podczas gdy malarz potrzebuje na to wielu godzin ciężkiej pracy. Ja na tych modowych zdjęciach widzę piękno ludzi, otoczenia, miejsc, klimatu. To mnie inspiruje i każe się rozwijać w dziedzinach nie związanych zupełnie z modą. A nawet gdyby moje zainteresowania były związane ściśle z modą, nie uważałabym, że to coś złego. Jeśli dawałoby mi radość, byłoby to w porządku.
Kiedy wśród tych pięknych zdjęć odnajdę dodatkowo niepowtarzalny charakter, cieszę się podwójnie. To takie rzadkie spotkać kogoś, z kim się dobrze rozumie, z kim się z prawdziwą radością spędza czas, kto mu imponuje i motywuje do działania. Ja przeglądam bardzo niewiele blogów. I skupiam się wyłącznie na tych związanych z modą, bo tam mogę odnaleźć wszystko to, czego szukam- piękna i siły charakteru. Niełatwo mnie przekonać do siebie, dlatego na Instagramie śledzę tylko 9 osób. Nie wszystkie osoby czytam. Niektóre tylko oglądam. Inne sprawiają, że moje życie jest jakieś takie bardziej kolorowe. Nie sądzę, aby ta liczba obserwowanych profili miała się znacznie zmienić. W ciągu paru dobrych lat urosła zaledwie do tych 9 osobistości. Myślę o tym, aby na stałe wpleść osobę dziesiątą, która zasługuje na moją uwagę nie tylko z powodu zdjęć, ale i treści umieszczanych na swojej stronie. Myślę, że ten moment nastąpi lada dzień. Od paru miesięcy myślę też, aby poświęcić jej osobny wpis. Ale najpierw muszę przemyśleć, co dokładnie czuję do tej osoby., zanim zasłuży na moją pełną uwagę.

Widzicie, niełatwo mnie do siebie przekonać. Trzeba naprawdę ogromnego samozaparcia i talentu, aby skupić na sobie moją uwagę. A jeszcze trudniej jest ją zatrzymać. Paru osobom się udało i od wielu lat śledzę ich internetowe poczynania bez większej przerwy. Z paru osób zrezygnowałam, gdyż przestały mnie inspirować. Parę osób dodałam do listy, ponieważ zaczęły mnie fascynować. Jednych oglądam na youtube, innych obserwuję tytko na Instagramie, innych odwiedzam tylko na blogu, zależnie od tego, czego u nich szukam. Czasem potrzebuję nowych inspiracji i czasem je znajduję.
Jessikę Mercedes (wybaczcie, nie wiem jak się odmienia to imię) znalazłam przypadkowo. Oczywiście słyszałam o niej już dużo wcześniej. Nie jest to dziwne, jeśli człowiek obraca się w świecie blogów modowych. Jednak jej początki były na tyle słabe, że nie potrafiłam się do niej przekonać. I nie chodziło tu wcale o blog, którego nie znałam, a o osobowość i sposób prezentacji samej siebie. Jessica dość szybko wypracowała sobie miejsce w  świecie mody. Zaczęły dostrzegać ją projektanci, marki odzieżowe i magazyny modowe. Jej blog miał coraz więcej wyświetleń, przez co dziewczyna zaczęła obracać się w świecie biznesu coraz szybciej i coraz prężniej. Przewijała się także i w moim świecie parokrotnie za sprawą innej blogerki, która mi imponowała. Ale sama Jessica nie potrafiła przebić się przez sito mojej wyobraźni. Myślę, że duży wpływ na to miała sprawa społecznego odbioru tej odważnej dziewczyny. Mówiła głośno o swoich sukcesach, nie bała się opowiadać o tym, że zarabia na blogu i to ją pogrążało w oczach „pracującego” społeczeństwa.
Do mnie ten obraz również docierał i myślę, że chcąc nie chcąc patrzyłam na Jessicę Kirschner przez pryzmat tego, jak widzą ją inni i oraz z urywków jej wystąpień na portalach plotkarskich. Do tego doszło dość kiepskie wykonanie programu J&J Fashion Show na Eska.tv i przepis na fiasco był gotowy.
Minęło parę lat i zmieniło się wszystko. Straciłam zainteresowanie paroma blogami, także tym najpopularniejszym, który do tej pory śledziłam dość lojalnie. Życie poszło do przodu, osoby ewoluowały, jedne w mało dla mnie interesującym kierunku, inne w sposób, który potrafiłam zaakceptować. Ale wciąż gdzieś tam majaczyła jakaś nuta tęsknoty za dawnymi czasami, kiedy blogi modowe nazywane były szafiarskimi i kiedy dziewczyny, które je prowadziły, miały pomysły na to, jak zaistnieć w świecie Internetu. I były to pomysły czasem szalone, czasem odważne, ale zawsze nieodmiennie interesujące. Często bardziej niż obecnie. Jednak znalazła się wśród nich osoba, której ewolucja była niezaprzeczalnie pozytywna i której za żadne skarby bym nie odwróciła. Jest nią właśnie Jessica Mercedes.
 Ta dziewczyna zmieniła się nie do poznania. Poszła do przodu jak burza i zdaje się, że nic nie jest w stanie jej zatrzymać. Ni stąd ni zowąd stała się osobą dla mnie bardzo ważną, bo inspirującą mnie na co dzień. Zobaczyłam, że jej wizerunek, jaki do tej pory znałam, był fałszywy. Był odzwierciedleniem nieuzasadnionej niechęci ludzkiej i mediów, które stworzyły coś, co nie istniało. Dzięki swojej pracy Jessica przebiła się przez ten negatywny wizerunek i stworzyła zupełnie inny obraz siebie, który przekazuje obecnie sama, za pomocą swoich kanałów, stając się niezależna od innych portali i mediów. A kiedy ta niezależność stała się faktem, okazało się, że Jessica jest zupełnie kimś innym niż przedstawiały ją polskie media. Jest to wizerunek, który znacznie bardziej lubię i który uważam, że jest znacznie prawdziwszy, bo nieprzefiltrowany przez pryzmat polskiej niechęci do wszystkiego, co nie zostało wypracowane przy taśmie produkcyjnej czy w kopalni. Wygląda na to, że Jessica Mercedes dobrze zrobiła postanawiając zrezygnować z pośredników, którzy odbierali jej samodzielność w kreowaniu swojego wizerunku.
Patrząc wstecz wydaje się, że dziewczyna miała kiepskich doradców lub nie miała ich wcale, stąd taki słaby wizerunek jej jako osoby w przeszłości. Dzisiaj wyłania się z Internetu osoba bardzo pozytywna i pełna pomysłów, energiczna i pracowita. Osoba, która potrafiła walczyć ze swoimi słabościami i która nie boi się o nich mówić. Która kocha wyzwania i uwielbia mówić do swoich obserwatorów. Która czerpie przyjemność z obcowania z nimi i która potrafi inspirować tłumy. Która przekuła swój sukces w rozpoznawalną markę, bo miała odwagę, by spróbować wybić się ponad etykietkę „szafiarki”. Która miała odwagę sięgnąć po swoje marzenia i tym samym stać się jednym z najbardziej rozpoznawalnych „influencerów” w Polsce i na świecie. A przede wszystkim która jest naturalna i swoją energią zaraża innych każdego dnia. Do tego jest pozytywnie nastawiona do świata i potrafi śmiać się z siebie. Doceniam takie cechy charakteru najbardziej.
Gdy próbuję sobie przypomnieć jak to się stało, że Jessica Mercedes znalazła się wśród tych 9 osób, od których zaczynam dzień, to nie potrafię sobie przypomnieć. Czy gdzieś o niej usłyszałam w Internecie i postanowiłam sprawdzić o co chodziło? Czy może sama sobie o niej przypomniałam i chciałam sprawdzić, może porównać z Maffashion, jak to wszyscy zdają się robić? Naprawdę nie mogę sobie przypomnieć jak to się stało. Dość, że gdy znalazłam jej kanał na youtube, zmieniłam o niej całkowicie zdanie i zakochałam się w jej energii na zabój. Co do tego zdania, to muszę się poprawić- ja nie zmieniłam o niej zdania tylko wyrobiłam sobie własne. I Wam radzę to samo. Nie słuchajcie mediów, nie słuchajcie mnie, czy koleżanek. Po prostu same sprawdźcie, czy Wam taka osoba pasuje. Ja uważam ją za niesamowicie inspirującą i dlatego odwiedzam jej kanał na youtube jak i profil na Instagramie tak często, jak przystało na osobę uzależnioną od poczucia szczęścia i zadowolenia.
I znowu trzeba tu wrócić do tematu, który poruszyłam na samym początku moich wywodów. Tu nie chodzi o ciuchy, o pieniądze czy o biznes. Tu chodzi o podejście do życia. Inspirowanie do dążenia do własnych celów i marzeń. To jest właśnie to, co mnie ciągnie do tej dziewczyny. Jej świeżość, energia, gotowość do podejmowania nowych wyzwań, wysokie cele jakie sobie stawia. I ciągłe dążenie do ich osiągnięcia. Nie narzekanie, nie zauważanie trudności, wyśmiewanie ich i rzucanie się na nowe cele. Podoba mi się jej dążenie, aby próbować nowych rzeczy, jej pomysłowość oraz sposób bycie. Jej szczerość i namiętność, wiara w siebie i przekonanie, że to, co robi, jest dobre. To, że nie poddaje się, że tak namiętnie opowiada o tym, co ją interesuje, mimo iż społeczeństwo lekceważy tematykę, którą ona kocha. Podoba mi się w tej dziewczynie to, że wyznacza sobie kierunki i z nich nie rezygnuje tylko dlatego, że komuś się to nie podoba. I że dąży do celu bez względu na to, co o niej myślą. To musi inspirować każdego, bez względu na rodzaj zainteresowań czy to, że uważamy, że ta dziewczyna jest spoko, czy nie.
Mnie do niej przyciąga głównie jej charakter. Jest bardzo ciekawy i złożony. Jest też silny. Ujmujący i świeży. Lubię słuchać, jak z pasją opowiada o ciuchach, kosmetykach czy wyjazdach, mimo iż ¾ tych rzeczy wcale mnie nie interesuje. Lubię słuchać jak opowiada ciekawostki o miejscach, które odwiedza. Dla mnie jest urodzoną mówczynią, przez co każdy jej film staje się małym arcydziełem, do którego chce się wracać po kilka razy. Jedne filmy są lepsze, inne mniej ciekawe, a jednak za każdym razem jej osoba sprawia, że wszystko staje się jeszcze bardziej interesujące niż jest. Jej ewolucja od czasów J&J Fashion show jest tak widoczna, że naprawdę śmiem twierdzić, że ktoś jej bardzo źle doradził w przeszłości, jak ma prowadzić swoje programy. Lub obecnie ma naprawdę dobrych doradców i trenerów. Bo tak jak kiedyś nie dało się słuchać Jessiki bez irytacji, tak dzisiaj nie da się tego robić bez przyjemności.
Myślę, że na jej odbiór miał ogromny wpływ fakt, że dziewczyna zwalczyła rzeczy, które uważała za swoje słabości i nareszcie czuje się komfortowo w swoim ciele. Dużo robi też doświadczenie ale i widać gołym okiem, że Jessica nie jest już dziewczyną z Internetu, a kobietą, która zna swoje mocne strony.
Jessica Mercedes przeszła bardzo dużą zmianę. Tak w wyglądzie, jak i w charakterze. Stała się pewna siebie i to naprawdę przebija się w każdym jej filmie. Już nie jest skrępowana występowaniem przed kamerami, nie denerwuje się tym, co może powiedzieć źle, jest naturalna i żywiołowa i to wszystko zaowocowało ogromną ilością fanów i subskrybentów kanału na youtube. Jej filmy trafiają do szerokiego grona odbiorców, bo są ciekawe i dobrze zmontowane, a przede wszystkim kręcone z pomysłem. Są inne od tego, co można znaleźć w Internecie i dlatego tak dobrze się je ogląda. Mam wrażenie, że Jessica Mercedes wyznacza trendy nie tylko w modzie. Myślę, że jeszcze nie raz o niej usłyszymy. I na pewno nie musi się martwić o koniec epoki bloggerów, bo ona już dawno wyszła poza ten obszar i ciągle wytycza sobie nowe kierunki rozwoju. Bardzo przyjemnie się na to patrzy.
Charaktery takie jak ten są rzadkością i naprawdę należy je docenić. Ktoś kto tak swobodnie porusza się w tak różnych obszarach musi być naprawdę utalentowany. Zresztą potwierdza to zainteresowanie nią wszystkich branż biznesu. Widać to w kampaniach, w jakich bierze udział. Przebija się to w jej filmach, czy montowanych samodzielnie, czy na zlecenie dla marek, które podejmują z nią współpracę. Ta dziewczyna rozwija się w szybkim tempie, a jej ewolucja jest zauważalna gołym okiem- wystarczy porównać sobie te dwa filmy, czy zobaczyć, jak profesjonalnie pozuje prezentując styl velvet czy pokazując fryzury w stylu Anji Rubik . Nie ma już w niej ani grama zdenerwowania, widać, że czuje się dobrze w swojej skórze oraz bardzo kobieco i bardzo to w niej lubię. Że jest odważna i nie wstydzi się tego pokazywać i o tym mówić.
Pomysłowość Jessiki objawia się nie tylko w ciekawych ujęciach podczas kręcenia filmów, ale i w interesującym montażu. Nie wiem czy sama jest za wszystko odpowiedzialna, czy pracuje dla niej ktoś, kto nad tym czuwa, jednak myślę, że nawet w tym drugim przypadku jej kreatywność nie pozwoliłaby jej na całkowite oddanie w cudze ręce swoich pomysłów i że bardziej jest to współpraca niż praca kogoś innego.
Ogólnie w przypadku Jessiki Kirschner skupiam się głównie na kanale na youtube jak i na Instagramie. Nie korzystam z jej strony internetowej, ponieważ moda interesuje mnie najmniej. Jestem uzależniona od jej osobowości oraz od pięknych zdjęć. I te dwa kanały dostarczają mi dokładnie tego, czego potrzebuję. Mimo to warto przejrzeć całą historię tej strony, która powstawała jako blog, prowadzony przez 16-letnią dziewczynę z dużą odwagą, wyobraźnią i kompleksami, aby ostatecznie przeobrazić się w pełnowartościową i wielofunkcyjną firmę. Warto zobaczyć na własne oczy jak wyglądała ewolucja Jessiki Mercedes, bo tylko wtedy zobaczycie kim ona naprawdę jest, jak długą drogę przebyła, aby znaleźć się w miejscu, gdzie rozpoznają ją rzesze ludzi i żeby zobaczyć, jak doskonale odnajduje się na wszystkich płaszczyznach, na których postanowiła działać.
Zobaczycie, że zaczynała od sieciówek i designerskich torebek wypożyczanych za pieniądze, by skończyć na własnej linii odzieżowej produkującej stroje kąpielowe. Poznacie ją głębiej i poczujecie jej pasję, a to pozwoli Wam lepiej ją zrozumieć i uświadomić sobie, że nieważne, jakie się ma cele, lecz ważne, aby do nich dążyć bez względu na to, ile siły i samozaparcia trzeba w to włożyć. A to z kolei może zainspiruje Was do walki o swoje własne marzenia i może kiedyś napiszecie tej dziewczynie o wielkiej wyobraźni jak bardzo wpłynęła ona na Wasze życie. A to na pewno bardzo ją ucieszy.

Filmy, które według mnie najbardziej zasługują na uwagę:
1.       Zdecydowany numer jeden- Bangkok.
Jest to majstersztyk montażu i pomysłu. Nie ma tam żadnych fałszywych kroków, nie ma absolutnie nic do czego można by się było przyczepić. Opowieść i obrazy są doskonale ze sobą zgrane. Koncept, aby połączyć sceny nagrywane na miejscu z opowiadaniem już z domu podniósł ten film do rangi najciekawszego filmu Jessiki jak na razie. Ten film nadaje się do jakiegoś programu podróżniczego w telewizji.
Zauważyłam, że Jessica Mercedes ma dar opowiadania, który podtrzymuje uwagę widza, dlatego powinna jak najczęściej się udzielać w swoich filmach. Zawsze ma coś ciekawego do powiedzenia, a jej wtrącenia wyczytane z Internetu czy z przewodników świetnie je zastępują i przekonują widza, aby samemu zobaczyć te zakątki świata, które dziewczyna odwiedza. Najbardziej lubię te podróżnicze filmy, ponieważ są one nietypowe i niezwykle interesujące. Pokazują miejsca od strony nie tylko turystycznej, ale i kulturowej. Dodatkowo mamy tu podane różne ciekawostki, których być może nie chciałoby nam się samodzielnie szukać w przewodniku. Poza tym opowiedziane w tak ciekawy sposób, w jaki nam je przekazuje Jessica, są o wiele bardziej interesujące niż mogłyby być przekazane na papierze.
Do tego mamy wgląd w świat mody i biznesu, którego nie oferują inne filmy podróżnicze oraz mamy szansę podejrzeć ciekawe życie osoby z tak niejednoznaczną pracą, jaką ma Jessica Mercedes Kirschner. Nie trzeba już chyba nawet wspominać o ładnych ubraniach i ładnych twarzach, które przewijają się przez wszystkie filmy bloggerki-youtuberki-właściciela portalu modowego (widzicie jak trudno jest opisać fach tej niezwykle interesującej osobistości?). Wszystko jest podane w sposób wyważony, nie sposób się przy tych filmach nudzić. Drobne potknięcia językowe są do wybaczenia. Pamiętajmy, że są to filmy amatorskie, a nie nagrywane w profesjonalnym studiu. Choć wiele ujęć wygląda naprawdę profesjonalnie, tak dobrze są dopracowane.
Co do samego montażu, jest naprawdę dopracowany do każdego szczegółu. Obrazy i muzyka przenikają się wzajemnie z głosem lektorki, do tego dochodzi dobrze dobrana gestykulacja i przebitki z lookbook, ze świetnie pozowanymi ujęciami (być może jest to zasługa profesjonalnej firmy, bo jednak wyjazd odbył się pod egidą Pandory; mimo to jednak zmontowanie wszystkiego w jedną spójną całość było nie lada wyzwaniem, za który należy się sporo uznania), z których przebija silna osobowość i pewność siebie. Mamy tu też idealnie dobraną muzykę, która kojarzy się z tajskimi klimatami. Różnorodność zawarta w tym konkretnym filmie jest jego przepisem na sukces. Mogłabym ten film oglądać codziennie :)
 
2.       Filmy z Malediwów i Aruby.
Ze szczególnym uwzględnieniem Aruby. Ciekawy pomysł, aby pokazać Malediwy od strony turystycznej i kulturowej. Nigdy się szczególnie nie interesowałam tą stroną świata (szczerze mówiąc nawet nie wiem dokładnie jaka to strona) i zawsze byłam przekonana, że wyspy te mają coś wspólnego z Afryką (pewnie przez te ogorzałe od słońca twarze). Tymczasem dzięki tym filmom dowiedziałam się, że jest to teren muzułmański, a ruch na ulicach jest lewostronny. Doceniam to w filmach Jessiki, że zawsze możemy się z nich dowiedzieć czegoś interesującego dotyczącego kultury miejsc, w których przebywa. Dla mnie jest to najciekawszy aspekt tych filmów, jak i wypadów zagranicznych w ogóle. Pewnie dlatego tak doceniam te małe wtrącenia.

Najciekawszym z tych trzech filmów była Aruba. Trochę przydługawy jak na drugie i trzecie oglądanie, ale wciąż pełen życia i ciekawego ujęcia wyspy. Sama lubię zwiedzać wszystkie zakątki, zwłaszcza te nieturystyczne, miejsc, w  których jestem, dlatego ten film tak jest bliski mojemu sercu.

Jedyne co mnie trochę drażni to (nad)używanie drona. Ktoś mógłby powiedzieć, że to profesjonalizm. Ja, że to objaw wykorzystywania pomysłów od innych, a nie tego oczekuję od kogoś tak kreatywnego jak Jessica. Gdybym chciała oglądać program przyrodniczy, włączyłabym program pierwszy telewizji polskiej. Bo właśnie z tym kojarzą mi się te wszystkie ujęcia. Fajnie jest zobaczyć te wszystkie piękne miejsca z góry, ale jednocześnie takie rzeczy jak rzut na całą wyspę z góry każdy już gdzieś widział, czy to w telewizji czy Internecie. Dlatego według mnie dron tylko w uzasadnionych przypadkach- jak yoga na środku morza/oceanu, czy jakieś niedostępne miejsce, do którego nie da się dojechać, opuszczona plaża, której piękna nie da się pokazać z dołu, takiego typu sytuacje. Mimo to, film przyciągający uwagę i dobrze zmontowany.
3.       Dubaj

Trochę za długie sprawozdanie z samego pokazu makijażu, ale oprócz tego kolejny majstersztyk. Ciekawe ujęcia, trochę humoru, dużo interesujących informacji o samym Dubaju jak i o kulturze. Do wielokrotnego oglądania. Piękny lookbook na pustyni, dobrze dobrana i wpadająca w ucho muzyka, bardzo dobry montaż.
4.       Śladami sex and the city
Pasjonująca wycieczka po Nowym Jorku z licznymi ciekawostkami, sporą dawką dobrego humoru i interesującymi miejscami do zwiedzania. Do tego świetnie dobrana muzyka i szybkie tempo akcji. Ciut przydługawy, ale odczuwa się to dopiero po kilku razach ;)
5.       Jak nosić velvet trend i Włosy w stylu Anji Rubik.

Mistrzowskie pozowanie w obu filmach, esencja pewności siebie i znajomości swojej wartości. Przez te filmy przebija to, że Jessica ma pomysł na siebie i skutecznie go realizuje. Jakaż to ogromna różnica, gdy wrócimy do jej filmów zrobionych trzy lata temu. Tam było uczucie braku komfortu i niepewności, dzisiaj to wszystko znikło, jakby nigdy nie istniało. Dobrze, że tamte filmy jeszcze są dostępne w sieci, ponieważ jeszcze bardziej widoczna jest ewolucja tej dziewczyny i bardziej człowiek docenia to, że ciągle pracuje nad sobą i stara się rozwijać, mimo iż osiągnęła już tak wiele. Spełnia własne marzenia, a to jest najważniejsze.

6.       Tydzień w Mediolanie/ Weekend w Nowym Jorku
O dziwo bardzo polubiłam film głównie o pokazach mody, pewnie dlatego, że fajnie zmontowany. Przy okazji zwiedzamy odrobinę Mediolanu. Piękne widoki i ciekawie zrobione ujęcia. I oczywiście fajnie się słucha o tych pokazach z ust Jessiki. Po Mediolanie warto odwiedzić Nowy Jork z Jessiką, Tatianą i Szymonem. Ogólnie wolę, żeby w filmach, które kręci dziewczyna z udziałem jej znajomych, ci znajomi po prostu milczeli. Nie wiem, czy Wy też tak macie, ale dla mnie te osoby psują efekt, bo zazwyczaj nie mają nic ciekawego do powiedzenia. A jak się nie ma nic ciekawego do przekazania, to się milczy, prawda? Wyjątkiem jest właśnie Szymon, który jest skromny, ma poukładane w głowie i dobrze się go słucha. I nie stara się gwiazdorzyć na siłę. Ciekawa osobowość.
Lubię oglądać filmy Jessiki z Nowego Jorku, ponieważ są one szybkie jak życie tego miasta i fajnie podane. Widać, że lubi ona Nowy Jork i trochę o nim wie i lubi o tym opowiadać. Miło się tego słucha.

Bardzo też spodobały mi się filmy z pokazów mody. Montaż jest bardzo profesjonalny, a wszystko przedstawione tak ciekawie, że nie sposób się przy tych filmach nudzić. Może dlatego, że są dobrze opowiedziane, a może dlatego, że nie skupiają się wyłącznie na pokazach, bo poprzetykane stylizacjami samej jemerced, jak i ciekawostkami z przebiegu pokazów.






Kto jeszcze nie zna tego kanału, a ma ochotę obejrzeć coś nowego i świeżego, serdecznie go polecam. Dziewczyna jest energiczna, inspirująca i magnetyzująca. Nie wiem, co w niej jest takiego szczególnego, co daje właśnie ten efekt, ale naprawdę ciężko się oderwać od tych filmów, są tak pełne radości i zadowolenia z życia. Widać, że dziewczyna cieszy się każdym swoim najmniejszym sukcesem i prowadzi takie życie, jakie sobie wymarzyła. Ja też czuję, że mogę dojść do takiego punktu w życiu, właśnie za sprawą obcowania z nią. 
Może to śmieszne, ale tak właśnie jest. Po obejrzeniu jej filmów czuję się zadowolona z siebie (mimo, że nic nie zrobiłam wyjątkowego między jednym filmem a drugim), zdolna góry przenosić i nic nie jest mi straszne, nawet ponura pogoda za oknem. Nagle mam głowę pełną pomysłów i czuję, że potrafię przekonać do siebie świat. To jest naprawdę cenne uczucie, a jeszcze cenniejsza jest umiejętność wprawiania ludzi w taki nastrój. A to właśnie potrafi Jessica Mercedes Kirschner. Nawet gdy opowiada o rzeczach, które mnie z reguły nie interesują, potrafi mnie zainteresować. Nawet gdy pokazuje swój dzień, kiedy tak naprawdę nic nie robi, nie nudzę się z nią. Każdy film jest świetnie
zmontowany, relacje z pokazów odpowiednio krótkie i okraszone żywą muzyką. Jej opowieści dotyczące tych pokazów zawsze ciekawe, aż się czasem człowiek zastanawia, dlaczego nigdy wcześniej nie uważał mody za coś wartego uwagi. Ogólnie Jessica każdy temat, który ją pasjonuje, potrafi obrócić w coś interesującego i żywego i myślę że to zasługa tego, że potrafi przelać własne pasje na innych. Dlatego też jeśli wzdragacie się przed modą, kosmetykami i makijażami, ale lubicie pozytywnych ludzi i piękne miejsca, zajrzyjcie na jej kanał, nie patrząc na to, co inni o niej myślą. Trzeba pamiętać, że osoba publiczna, do tego młoda i szczęśliwa, zawsze wywołuje skrajne emocje, a my mamy rozum po to, aby wydrzeć spomiędzy tego wszystkiego prawdę. A
prawda jest prosta- jeśli chcesz poczuć się zainspirowany, kanał Jessiki Mercedes zapewni ci to uczucie na pewno. Mam nadzieję, że będzie na youtubie przez długi czas, bo uzależniłam się od tego uczucia bycia na pozytywnym haju, które to uczucie aż tętni na jej kanale. Dlatego odwiedźcie go czym prędzej jeśli lubicie się inspirować życiem i odważnymi ludźmi.
               
 
P.S. Zdjęcia pochodzą z początków blogowania jemerced.