niedziela, 29 kwietnia 2012

Czy to już lato?


Dziś i wczoraj pogoda niemożliwa! 25 stopni to minimum. Czy to możliwe że już się opalałam? Coś cudownego. Siedzenie do wieczora na dworku, oglądanie gwiazd na bezchmurnym niebie, jeżdżenie na rowerku, grillowanie nad jeziorkiem, spanie przy otwartym oknie w nocy... to wszystko brzmi tak pięknie, tak letnio... i tak właśnie wyglądał mój weekend :) Tęsknię za prawdziwym latem, kiedy można się kąpać nad jeziorem. Ale i tak ten weekend dostarczy mi sił na kolejny tydzień pracy, przerywany kolejnymi dniami wolnymi :D
Całe szczęście, że ten cudowny weekend uwieczniłam na zdjęciach :)
 







Cudowny cieplutki wieczór. Tylko ogniska brakowało


video
Kaczki lubią krówki :)


poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Jak dobrze mieć ze sobą telefon

I aparat w telefonie... :) Nienajlepsza jakość, ale pozwala uwiecznić fajne momenty...



JOŁ ZIOMAL! PODRAPIESZ POD PIÓREM? BO KUMPEL SIĘ OBRAZIŁ





FAJNA BRYKA! ZAJRZĘ TYLKO ILE MA NA LICZNIKU

Koza górska nowego kalibru

Nie udało mi się złapać błyskawicy, ale udało się uciec na rowerze :D

Wyjątkowa promocja 3+1 gratis :D (każda czekolada to opcja klasyczna czyli stugramowa :))






Kolejka w CCC przed swiętami :D I ja wcale w niej nie stałam! Wcale a wcale :P





LUBIĘ ZACHODY SŁOŃCA

I BURZE :)

Yo ziomal! Co masz dla nas?

Czy ja widzę okruszka?!?

DAWAJ BO INACZEJ WPIER*AL!


video

video


video

niedziela, 22 kwietnia 2012

SPRING

Nareszcie zaczynam czuć wiosnę! Mimo, że to już kwiecień, to wiosna do tej pory nas nie rozpieszczała. A ja strasznie uwielbiam tę porę roku. Kocham chodzić wtedy na spacery i oglądać jak ziemia budzi się do życia. A najbardziej lubię jak pojawiają się białe kwiatki na drzewach, wtedy czuję, że prawdziwa wiosna nadeszła. To kwiecie tak cudownie pachnie, że żałuję, iż zapachu tego nie mogę zabrać do domu. Wiem, wiem, zawsze mogę ułamać sobie gałązkę i wstawić do wazonu, ale ja jestem przeciwna niszczeniu natury dla zachcianek. Za to staram się jak najwięcej przebywać na zewnątrz, bo te kwiatki tak szybko opadają, zanim człowiek zdąży się zorientować.

Wczorajsza pogoda


Najlepsze jest to, że na spacer mogę zabrać książkę :) Uwielbiam czytać pośród natury. Gdy jest ładna pogoda wolę zamienić wygodne łóżko na ławkę w parku czy kocyk :) Tak właśnie zrobiłam wczoraj. Pretekst dała mi nowa książka, która wpadła w moje ręce dnia wczorajszego. Kiedyś nie kupowałam książek, wolałam wypożyczyć z biblioteki, po czym wziąć następną i następną, oszczędzając w ten sposób miejsce w moim małym pokoiku. Myślę nawet, że chyba nie lubię nowych książek. Na szczęście mam pod nosem sklep z odzieżą używaną i są tam również książeczki. W ciągu kilku miesięcy stworzyłam całkiem niezłą kolekcję książek i mimo, ze brak mi już na nie miejsca, to wciąż nie mogę się oprzeć, aby wejść do tego sklepu. Tym bardziej, że książki, które tam kupuję służą mi do nauki. Ponieważ książki te są po angielsku :D Zawsze miałam kłopot, żeby nauczyć się tego języka, więc umyśliłam sobie że połączę pożyteczne z przyjemnym. I okazało się to bardzo przyjemne :) A oto moja wczorajsza zdobycz:


Całe 4 zł :) Leżała na samym wierzchu, jakby na mnie czekała. Pewnie ktoś niezdecydowany ją zostawił, myśląc że wróci po nią później. No to już jej nie dostanie :P

Nawet mojej kurteczce spodobał się mój zakup :D

Zgarnęłam więc sprzęt na mały piknik, spojrzałam w niebo, czy nie potrzebuje parasola, wsiadłam na rower (z koszyczkiem; bardzo przydatny wynalazek :D) i pojechałam w jedno z moich ulubionych miejsc w mieście. Dobrze, że są u nas takie miejsca, gdzie można rozłożyć się pod chmurką i wypić piwko... znaczy soczek :D


Moja bryka :D Nieważne jak wygląda, ważne że zawiezie mnie tam gdzie chcę. Nie lubię być uzależniona od autobusów.





 
Zrobiłam sobie całkiem sympatyczny pikniczek a do towarzystwa miałam książki. I muzyczkę. Muzyka musi mi towarzyszyć wszędzie. Zwłaszcza, gdy zamiast śpiewu ptaków słyszałam śpiew kiboli z pobliskiego stadionu. W zasadzie stadion był dość daleko, ale kibice zawsze mają tyle sił w płucach. Zawsze mnie to zastanawiało...



Miałam ze sobą moją wierną parkę, która służy mi za torebkę dzięki genialnym, dużym kieszeniom :D


Jak już wspomniałam, jestem dosyć kiepska w językach a strasznie chciałabym się nauczyć angielskiego, oczywiście mówionego. Bo jakimś cudem gdy czytam książkę po angielsku, oczywiście na odpowiednim dla mnie poziomie, to jakoś wszystko rozumie. Zadziwiające! W związku z cudownym zamrożeniem mózgu gdy przychodzi wypowiedzieć jakieś zdanie, imam się każdego sposobu, aby wreszcie opanować umiejętność posługiwania się językiem angielskim. W związku z tym wszędzie wożę ze sobą książkę do nauki języka.



Jak widać naprawdę potrzebuję pomocy :D

Nie mogło również zabraknąć przekąsek :)



DZISIEJSZY POST SPONSORUJE BIEDRONKA :D

 
Cała Polska kibicuje naszym w Euro 2012. Ja zaczęłam już teraz płatkami śniadaniowymi w formie koszulek piłkarskich :D Niestety nie wzięłam biało-czerwonych, bo uwielbiam wszystko co czekoladowe :D


czwartek, 19 kwietnia 2012

Film: Gone with the wind by George Cukor (1939)




     Tak jak obiecałam - moje wrażenia z filmu "Przeminęło z wiatrem". Zawsze obawiałam się, że film tworzony na podstawie książki nie spodoba mi się, a nawet zepsuje mój świat, który sobie ułożyłam po przeczytaniu jakiejś książki. O tym, że na podstawie książki Margaret Mitchell napisano scenariusz i stworzono film- wiedziałam od dawna. Jednak mimo, że był on wielokrotnie wyświetlany w telewizji, nigdy nie miałam okazji obejrzeć choćby małego urywka. Jedynie docierały do mnie strzępki informacji: że jest to klasyk, że aktorzy stworzyli niezapomniane postacie, że było wiele Oscarów, że kreacje aktorów doskonale odzwierciedliły zamysł pisarki.





Lecz ja zawsze sobie myślałam: "Jak to jest możliwe, żeby ktoś zagrał swoją rolę tak dobrze, żeby była ona odzwierciedleniem postaci książkowej? W jaki sposób oddać jej charakter?". W szczególności obawy miałam co do moich ulubionych książek. Zatem czy aktorka, która wcieliła się w rolę Scarlett O'Hary, jest w stanie pokazać widzom jej próżność, zaślepienie, lekkomyślność? Czy tak samo będą targać mną sprzeczne odczucia co do niej jak podczas czytania książki? Czy będę czuła niechęć mieszającą się z podziwem nad siłą jej charakteru i woli? A Rhett Butler? Czy Clark Gable potrafił sprostać swojej postaci? Czy potrafi rozbudzić we mnie uczucie tęsknoty, zakochania, zainteresowania postacią? Czy będzie tak samo piekielnie pewny siebie jak książkowy Rhett? Czy będzie potrafił roztoczyć wokół siebie aurę rozrabiaki, kpiarza, namiętnego kochanka, a jednocześnie sympatycznego kapitana, który zwraca Melanii obrączkę, będącą dla niej świętością, którą ta poświęciła w imię Ojczyzny? Czy ten mężczyzna będzie potrafił zawładnąć moim sercem tak bardzo jak Rhett Butler z kart książki?

     Okazało się, że moje obawy okazały się płonne. Film sprostał moim oczekiwaniom. Zarówno w książce, jak i w filmie Melania Wilkes była aniołem i oazą spokoju, Ashley Wilkes przystojnym, aczkolwiek nudnym i niezdecydowanym mężczyzną, który raz dawał Scarlett nadzieję, że w końcu ją wybierze, zamiast Melanii, innym znów razem odpychając ją ze słowami: "Kocham Cię, ale..."



Clark Gable świetnie odegrał swoją rolę mężczyzny silnego, buntowniczego i ironicznego. Jednak najbardziej przekonała mnie rola Vivien Leigh. Jej Scarlett wydawała się tak żywa jakby wyskoczyła z kart książki. Była rozkapryszona jak dziecko, uparta jak osioł i kokieteryjna. Gdy wybuchła wojna, była w stanie martwić się wyłącznie o to, że wszyscy przystojni mężczyźni z okolicy wyjadą i nie będzie miał kto wyprawić balu i jej adorować. Nie chciała dla własnego bezpieczeństwa wyjechać do Atlanty, bo stwierdziła, że będzie się nudzić w towarzystwie starych i nudnych ciotek. A kiedy Południe przegrywało na froncie, myślała o tym ilu młodych chłopców jej znanych nigdy nie wróci, żeby można ich było znowu kokietować.




     A jednak gdy przyszło do odważnych czynów, była w stanie im podołać. Opiekowała się rodziną w Tarze i broniła jej przed wojskiem i spekulantami. Viven Leigh świetnie uwieczniła swoją rolą pokazując zamiłowanie Scarlett do pieniędzy i do chęci utrzymania władzy nad mężczyznami. Kiedy Rhett się jej oświadczył, cieszyła się jak dziecko, że zdobędzie serce ostatniego mężczyzny, który jeszcze nie jadł jej z ręki. Kiedy jednak Rhett odżegnał się od jakiegokolwiek głębszego uczucia do Scarlett, za wyjątkiem tego, że była to jedyna możliwość zdobycia jej ciała, ponieważ nie chciała ona zostać jego kochanką- wściekała się jak osa.





      Jedyne czego brakowało mi w filmie to napięcie, które wyczuwało się na kartach książki, kiedy tych dwoje się spotykało. Nie leciały iskry, nie było podniecenia, nie biło mi mocniej serce. Film nie porwał mnie tak bardzo jak książka. Ale ja zawsze bardziej daję się ponieść emocjom poprzez obcowanie z literaturą, która pozwala mi rozwinąć skrzydła wyobraźni. W związku z tym mogę śmiało polecić film osobom, które nie ukształtowały jeszcze swojego wewnętrznego świata wykreowanego podczas czytania książki. Natomiast dla wielbicieli świata wyobraźni polecam serdecznie książkę. W obu przypadkach gwarantuję niezapomniane wrażenia. Należy tylko przymknąć oko na długość filmu i ilość tomów książki, bo każda minuta i każda strona warte są poświęconego im czasu.

Klaser z ulubionymi filmami. Niektóre płyty już się zacinają od nadmiernego ich użytkowania :D