wtorek, 13 listopada 2012

Boże Narodzenie w listopadzie/ Christmas in November

    
     Hey Guys! Do You like Christmas? I love it! But not in November! Jesus Christ was born in December, not couple days after Halloween, right? So what’s all about those Christmas candles, Christmas trees, chocolate’s Christmas Santa Claus, Christmas socks for presents that I can see in shops right now? I don’t understand all this! And I don’t want those commercial Christmas like it is in nowadays. I want to back to the Past to my childhood when we started waiting for Christmas after 6th  of  December! It was perfect and really enjoying time! I always was so excited when I thought about Christmas, I loved those feeling that something good waiting for me in three weeks, it was really fun to think about all those presents and sweets I was going to get (in my childhood I eat sweets only two times a year – in December and when was Easter), I looked forward to decorate the Christmas tree and buy gifts for my family (and it wasn’t very expensive because money wasn’t important- remembering about who you love was the most precious thing you can get in my times). And now everything is different. More commercial. And I hate it. I was my childhood and that kind of Christmas back!

     Czy ogladąliście może najnowszą reklamę banku WBK? Idzie to mniej więcej tak: wchodzi Chuck Norris do banku z reniferem, na to pracownik banku: -Ooooo, Pan Chuck, widzę, że przygotowuję się Pan do świąt!. Na to Norris odpowiada: - Święta dopiero nachodzą, a Chuck już tu jest!.... A więc myślę, że tym razem Chuck nie był lepszy od świąt, bo wszystko na to wskazuje, że one już się na dobre rozpanoszyły, zanim reklama z Chuckiem Norrisem pojawiła się w mediach. A mamy dopiero początek listopada! Zresztą już po pierwszym listopada zaczęły się pojawiać w sklepach oznaki grudniowych świąt. Czy i Wy to zauważyliście? Powoli robi się tego coraz więcej. I nie chodzi tylko o to, że w Obi czy w Castoramie można znaleźć gdzieniegdzie bombki czy inne ozdoby choinkowe i różnego rodzaju świeczniki z motywami bożonarodzeniowymi. Jest znacznie gorzej. W moim mieście w galerii handlowej są już całe wystawy bożonarodzeniowe wyglądające na przechodniów przez witryny sklepowe, w Tesco, Biedronce i innych sklepach spożywczych nie ma większego problemu, aby juz teraz zakupić dziecku zestaw świączecznych słodyczy czy mikołajka z czekolady (co najdziwniejsze im bliżej świąt tym ciężej jest znaleźć czekoladowego ludzika- wielokrotnie się o tym przekonywałam ;)). Mnie to strasznie denerwuje. Oczywiście mam juz za dużo lat, aby wierzyć w Świętego Mikołaja, ale obecne komercyjne nastawienie do tych ważnych w polskiej tradycji swiąt mnie przeraża. Zdaje się, że teraz najważniejsze są prezenty i choinka obleczona w bombki. A co ze świątecznym klimatem? Gdzie on się podział?


      Odkąd pamiętam spędzaliśmy święta u mojej kuzynki. Dla mnie było to bardzo ekscytujące, bo miałam okazję pobyć z ukochaną kuzynką (spotykałyśmy sie tylko dwa razy w roku) i poczuć magię świąt - a to wszystko dzięki przygotowaniom, gotowaniu, pieczeniu, ubieraniu choinki w dzień wigilii, a także tłumowi ludzi przy stole. Pamiętam, że przed prezentami zawsze śpiewaliśmy kolędy, czasami nawet pół godziny, aby przedłużyć oczekiwanie na rozdanie prezentów, potem szło się na pasterkę do Kościoła (a raczej pod Kościół z bratem i kuzynką, aby poopowiadać sobie ciekawe historie :)), czasem szło się jeszcze tego samego wieczoru lub w dniu następnym na spacer po miasteczku w polowaniu na blask lampek świątecznych (który to spacer zawsze ja inicjowałam, bo uwielbiam ogladać błyszczące w ciemności kolorowe lampki) i to wszystko składało się na cudowny i niepowtarzalny klimat Świąt Bożego Narodzenia, na który zawsze tak czekałam zaraz po dniu 6 grudnia. Ten dzień, kiedy obdarzamy swoich bliskich mikołajkami był dla mnie magicznym dniem, od tego czasu pozwalałam sobie zaczynać myślenie o świętach i na czekanie na ten cudowny czas, który miał nastać. Dopiero wtedy zaczynałam czuć podekscytowanie, układać w myślach plan na tydzien świąteczny, zaczynałam buszować po sklepach w celu skompletowania prezentów. Zawsze z kuzynką cieszyłyśmy się na spotkanie, opowiadałyśmy sobie o prezentach, które kupimy naszym bliskim, nie mogłyśmy doczekać się świąt- wszystko było takie wspaniałe, jedyne w swoim rodzaju, oczekiwane. Jednak od pewnego czasu moja kuzynka zaczęła narzekać, że nie czuje klimatu świąt. Pierwszy raz jak usłyszałam od niej to wyznanie- byłam w szoku! No jak to? Jak można nie czuć tego klimatu?! Ale z czasem i ja zaczęłam odczuwać pustkę. Byłam przerażona. Czyżbym już tak się postarzała, że umarło we mnie dziecko, którego cząstkę zawsze wyczuwałam w sercu i duszy? Dziecko, które potrafiło sie cieszyć takimi drobizagami jak lepienie pierogów, pieczenie pierniczków czy kupowanie choinki w wigilię? Tak bardzo nie chciałam go utracić, ponieważ czułam, ze wówczas przestałoby mnie cieszyć życie i jego najdrobniejsze cuda.



     Nagle jednak mnie oświeciło! Teraz już wiem, dlaczego tak się wewnętrznie zmieniłam. Dziecko we mnie wciąż żyje, widzę to na każdym kroku, gdy cieszę się ze śniegu, czy ze spadających jesiennych liści, gdy uśmiecham sie na widok pierwszych niezapominajek, przywodzących na myśl chwile w młodości spędzone na wsi... Teraz wiem, że zabija mnie wewnętrznie ta cała komercja, w którą obrócił się czas oczekiwania na święta. Wystawy sklepowe zaraz po Święcie Zmarłych, przystrojone w lampki ciężarówki coca-coli rozwożące cenny napój z melodią w tle przypominajace że święta są tuż tuż, choć jest dopiero listopad, kawa Jacobs ze świątecznym nastrojem reklamowana w telewizji zanim przyjdzie grudzień, mikołaje leżące na ladach razem ze zniczami na wyprzedaży- to wszystko sprawia, że ukryte we mnie dziecko chowa się jeszcze głebiej, jakby nie chciało tego wszystkiego oglądać. No bo jak tu sie cieszyć ze świąt przez całe dwa miesiące? Ja tak nie potrafię. Czekanie się dłuży, wiem, że to wszystko nie jest tak, jak powinno wyglądać, lapmki na fasadach marketów skrzą się w jesiennej słocie i powodują, że święta stają się coraz mniej wyjątkowe. Kiedyś mogłam sie nimi cieszyć dwa tygodnie, teraz dwa miesiące. Gdzie w tym wszystkim jest sens? Czy marketing skierowany jest wyłącznie na wyciągnięcie z naszych portfeli jak najwiekszej ilości pieniędzy, czy też chce prócz tego zabić w nas resztki radości życia dziecka, które w nas pozostało? Może chodzi o to, abyśmy myśleli, że obecnie jedyna okazja do radości to zakupy i nic innego nie przyniesie nam życiowej przyjemności? Ja się na to stanowczo nie zgadzam i pragnę, aby ktoś zatrzymał to całe szaleństwo i oddał mi magię, którą czułam jeszcze kilka lat temu. Inaczej slogan reklamowy "poczuj magię tych świąt" stanie się pusty jak komercja, która nas otacza oraz kradnie i wykorzystuje wszystkie radosne chwile w naszym życiu, aby obrócić je w zysk. A dla mnie nie ma nic bardziej cennego niż życie i radość, którą nam niesie.

 P.S. Zdjęcia wynikiem spaceru po jednej z Galerii Handlowych.
P.S. 2 Albo mam już omamy słuchowe albo słyszałam dziś piosenkę świąteczną... grrrr!! Oddajcie mi moje dzieciństwo!!

1 komentarz:

Viola pisze...

święęęętaa <3

Zapraszam do mnie, do wygrania bon do sklepu : H&M, New Yorker, C&A lub Cropp. :)
fashion-style-viola.blogspot.com/2012/11/konkurs-wygraj-bon-na-zakupy.html