czwartek, 20 września 2012

Mieszkanie z chłopakiem przed ślubem

    
     Stoję właśnie w nowym punkcie życia i za kilka dni przeprowadzam się z domu rodzinnego. Wprowadzam się do chłopaka. A właściwie męża. Z jednej strony jestem podekscytowana, bo cos nowego mnie w życiu czeka, a z drugiej strony potrafię od razu, bez zastanowienia wymienić minusy takiej przeprowadzki. No ale wiecznie z mamą nie można mieszkać :) To wydarzenie przywiodło mi na myśl taki właśnie problem jak mieszkanie z chłopakiem przed ślubem. Nie raz dostawałam takie propozycje i zawsze mówiłam nie. Może to dziwnie zabrzmi w obecnych czasach, ale ja jestem tradycjonalistką. Prostą dziołchą wychowaną w starych tradycjach i staram się byc im wierna. Ale żeby nie było, że jestem jakimś eskponatem muzealnym, to dodam jeszcze, że moja decyzja, aby zamieszkać z facetem dopiero po ślubie wynikła również z przemyśleń, czyli z prostego rachunku matematycznego- po prostu mi się to nie opłaca. Tak w kwestiach materialnych jak i duchowych. Jestem wprawdzie kiepska z matematyki, ale dwa do dwóch dodać umiem. A sytuacja jest naprawdę prosta do przeliczenia. Zanim przejdę do moich wynurzeń/ przeliczeń, muszę się na chwilę zatrzymać na wychowaniu.

      Otóż moja mama jest również wychowana w tradycjach, które w dzisiejszych czasach są niedoceniane, a wręcz wyśmiewane. Właściwie tylko księża i starsi ludzie zdają się pamiętać o tych tradycjach. A moja mama należy do poprzedniego pokolenia, które umiało poradzić sobie w życiu bez naginania zasad, dodam tutaj- dobrych zasad, przekazanych im przez jeszcze poprzednie pokolenie. Tak więc moja kochana mamusia, gdyby to od niej zależało, nigdy by nie pozwoliła na to, aby jej córka zamieszkała z mężczyzną przed ślubem (chociaż nie jestem pewna, czy tak samo twardo patrzyła by na swoich synów. Niestety to tradycyjne pokolenie, o którym teraz z dumą opowiadam, mężczyzn stawiało wyżej niz kobiety i pozwalało im na więcej odstępstw od swoich zasad. Nie pytajcie mnie czemu- naprawdę nie wiem) Tak więc mimo że mam 130 lat moja mama chyba by osiwiała, gdybym jej powiedziała, że wyprowadzam sie do chłopaka/ narzeczonego (dla niej jest bez znaczenia czy chodzimy 3 miesiące, czy 10 lat, czy mam pierścionek zaręczynowy i za miesiąc wychodze za mąż, czy też dopiero chłopaka poznałam). Wg niej to dla dziewczyny upodlanie się, robienie z siebie panny lekkich obyczajów. Moja stara biedna matka, ostoja mojego życia, kiedy trzeba potrafi użyc mocnych słów, których nie powstydziłby się nawet budowlaniec. Ja Wam jej zdnaie na temat mieszkania z męzczyzną przedstawiam w mocno wydelikaconej wersji. Dla mamusi nie ma ustepstw- kobieta należy do mężczyzny dopiero po ślubie.

      Nie wiem czy szanujecie zdanie swoich rodziców- ja mojej mamy bardzo. Wychowała mnie, pozwala mi mieszkać u siebie przez lata, ma do mnie cierpliwość, kocha mnie najbardziej na świecie, zawsze gdy tego potrzebuję- pomoże. Dlaczego więc miałabym ja ranić moimi decyzjami? Ale jeśli ta część moich przemysleń wywołuje na Waszych twarzach uśmiech politowania, to może kilka moich dobrze przemyślanych argumentów pokaże mnie w lepszym świetle. Pewnie niejedna z Was pomyslała, że jestem osobą, która ulega wpływom. Ale ja uważam, że wpływ rodziców, którzy troszczą się o swoje dzieci, nie może być zły i wywoływać złe skutki. Natomiast wiele kobiet, niezależnych kobiet, podśmiewujących się z osób, które słuchają swoich rodziców, też ulega wpływom, tyle że mężczyzn, których kochają. I nie widzą w tym nic złego. Ja też nie, o ile nie stawiamy zdania mężczyzn nad nasze własne potrzeby i nasze podejście do życia.

      Oprócz tego, że jestem tradycjonalistką, jestem też romantyczką. Jednak mój romantyzm nie przesłania mi całego świata. Potrafię spojrzeć na rzeczy trzeźwym okiem. A na mężczyzn trzeba patrzeć bardzo trzeźwo, żeby nie wylądować pod ławką nad ranem, z wielkim moralnym kacem :) W ogóle na mężczyzn trzeba patrzeć z przymrużeniem oka i nie przejmować sie za bardzo tym co mówią. Bo często jest to podszyte jakimiś ukrytymi motywami. W kontaktach z płcią przeciwną niestety trzeba byc egoista i myśleć przede wszystkim o sobie. A to dlatego, że mężczyźni tak właśnie robią. No chyba, że są księżmi, to wtedy sprawa przedstawia się inaczej. No ale z księdzem nie można chodzić za rękę, więc ich pominę.

     Skupmy się więc na męskim punkcie widzenia. Co facet myśli, kiedy prosi dziewczynę, aby z nim zamieszkała? Przede wszystkim myśli: "JA". Co to oznacza? Ano jego własną wygodę. A co nam mówią mężczyźni aby nas przekonać do własnych racji? Oczywiście sięgają do naszych słabych stron. Bo która dziewczyna nie zmiękłaby gdyby jej facet powiedział, że chciałby z nia spędzać więcej czasu? Albo, że jest to początek nowego, wspólnego życia. A jak to wygląda w praktyce? Niestety róznie. Bo cokolwiek facet nie powie, nalezy zawsze pamiętać, że on na pierwszym miejscu stawia siebie i to przede wszystkim o sobie pomyśli. A efekty dla kobiet bywają niestety opłakane. Spójrzmy zatem na dwa przykłady.

      1.Sztuczka na oszczędnego: Facet mówi dziewczynie, że gdy ona  się do niego przeprowadzi, to oboje zaoszczędzą czas, który będa mogli przeznaczyć dla siebie, bo nie bedą już go musieli tracić na dojazdy. A potem nagle przestaje mieć dla nas czas. Mówi nam: "Przecież kotku, my sie widzimy codziennie, a z kolegami tak rzadko się widuję". Jesteśmy wtedy zdezorientowane i zastanawiamy się dlaczego coś, co miało nam obojgu ułatwić życie okazało się taką mrzonką? No niestety trzeba wtedy wrócić znowu do twierdzenia, że mężczyźni są wygodni i myslą przede wszystkim o własnych potrzebach. Dla niego faktycznie ten układ ułatwił mu życie. On nie musi już tracić czasu na jechanie do dziewczyny i może go dobrze wykorzystać na kumpli czy inne zajęcia.

       2. Sztuczka na testera: Facet mami nas słowami, że trzeba się sprawdzić przed ślubem (oczywiście konieczne jest tu wtrącenie słowa "ślub" jako przynęta; pokazuje w ten sposób, że on myśli o ślubie, że to będzie kolejny krok, ale na początku oboje muszą sie poswiecić dla dobra wspólnej sprawy- bez tego słowa przekaz traci na mocy. A chyba każdy mężczyzna wie, czego kobieta chce najbardziej :)) jak się będzie mieszkało razem. Kiedy już spełnimy jego prośbę on zmienia kurs i mówi, że tak jest przecież dobrze, że on nie potrzebuje papierka żeby być szczęśliwym ze swoją dziewczyną. No ale w końcu dlaczego im się dziwić? Mają wyprane, posprzątane, ugotowane, lodówka pełna. Tylko dlaczego żaden nie myśli, czy kobieta jest szczęśliwa w takim układzie? Kobiety z reguły potrzebują takiego papierka, żeby być szczęśliwe i spełnione. A to dla poczucia bezpieczeństwa, że związek małżeński zabezpieczy ich finansowo, lub ich dzieci, a to dlatego, że po ślubie trudniej zerwać bo trzeba rozwód przeprowadzić i wtedy mężczyzna dwa razy się zastanowi zanim odejdzie (chocby ze względu na podział majątku :)). Osobiscie znam jedną wieloletnią parę, mieszkającą ze sobą od lat i będącą szczęśliwą. Jest tylko jedna rysa na tej pięknej tafli. Ona chce ślubu a on nie. Przy okazji chce mieć też dzieci, a on nie, ale to już zupełnie inna para kaloszy. dziewczyna wpadła w sprytnie zastawiona pułapkę- w pułapkę ułudy, że może kiedyś chłopak zmieni zdanie. Dodatkowo myśl, że poświęciło się już tyle lat na związek odpędza myśli o ewentualnym zerwaniu.

     Mężczyznę trzeba zachęcić do wysiłku, nie mozna dawać im wszystkiego na tacy, bo nie będziemy wtedy szczęśliwe. Osobnika płci męskiej należy nauczyć, że aby coś mieć, to trzeba się o to postarać. Znam dziewczynę, która nie może sobie znaleźć chłopaka i zastanawia się dlaczego. A mnie sie wydaje, że powodem tego jest ułatwianie chłopakom wszystkiego. Otóż ta dziewczyna po kilku dniach znajomości zgadza się zamieszkać z chłopakiem. Można się tylko domyslać, że i wspólne łóżko dzielą. Niestety taka dziewczyna, o którą nie trzeba walczyć, nie trzeba się starać, żeby ją zdobyć, szybko chłopakom sie nudziła, a dziewczyna musiała po raz kolejny szukać mieszkania na wynajem i swojej własnej godności. Dziewczyna ta decydowała się na takie rozwiązanie pod wpływem presji. Myslała, że jak nie zgodzi się na żądania chłopaka, ten ją rzuci. Ja mam i na to odpowiedź. Otóż jeśli chłopak będzie chciał rzucić dziewczynę to i tak zrobi, nieważne czy będzie jego prywatną prostytutką czy księżniczką na ziarnku grochu, której dotknąć się nie da bez zgody ojca-króla. Dlatego nie ma sensu robić czegoś dla faceta, jeśli my mamy odmienne poglądy. Jeśli mamy mu się znudzić to i tak się znudzimy. Taki model faceta, któremu się nudzimy jest już zepsuty i należy go wymienić, a nie płakać nad gwarancją i starać się naprawić. Nie ma takiego serwisu, który by skutecznie naprawił chłopaka, któremu znudziła się dziewczyna. Jeśli nawet jakimś cudem zechce działać, pod wpływem prób naprawczych, to pochodzi z miesiąc, dwa, może dłużej (zależy jakie koszty poniosłyśmy na naprawę) a potem i tak odmówi posłuszeństwa. Lepiej więc zachować szacunek do siebie samej, jak i resztki szacunku w jego oczach i wywalić taki sprzęt zamiast marnować łzy, które można by było zamiast tego przeznaczyć na jakiś wzruszający film czy książkę.

    A więc moje drogie mam dla Was radę: nic na siłę. Nie chcę zabrzmieć jak stara ciotka-klotka, piszę to wszystko dla dobra rodu kobiecego. Jeśli wbrew swoim przekonaniom czy zasadom dacie facetowi wszystko na tacy, to może się zdarzyć, że on już nic Wam nie będzie chciał dać. Z mężczyzną trzeba się wymieniać usługami tak jak kiedyś konkwistadorzy wymieniali się z Indianami :) Np. "Ja zamieszkam z Tobą ale Ty tego samego dnia lecisz do mojego ojca z oświadczynami" ;) Mam tu też pewne doświadczenie, sprawdziłam to na własnej skórze. Jak wspomniałam na początku mojego monologu- ja również miałam propozycje od moich chłopaków dotyczące wspólnego zamieszkania. Oboje byli dla mnie ważni i byłam bardzo zakochana. Jednak mimo stanu uniesienia i zaślepienia, potrafiłam oddzielić fantazje od rzeczywistości. Nie chciałam z nimi mieszkać przed ślubem. Jeden wytrzymał ze mną rok, po czym odszedł. I bynajmniej nie dlatego, że nie chciałam z nim zamieszkać. Odszedł bo się znudził. Gdybym z nim zamieszkała to i tak by odszedł, a ja w międzyczasie musiałabym płacić jego rachunki i tylko tyle bym z tego układu miała. Nie wspominając o tym, że nie miałabym zapewne gdzie mieszkać (przypominam- poglądy mojej mamusi).  Drugi wytrwał trzy lata, a potem co roku namawiał mnie na ślub, bo wiedział, że inaczej z nim nie zamieszkam.

     Po raz kolejny podkreślam, że trzeba pamiętać, iż męzczyźni są wygodni. I jeśli proponują wspólne mieszkanie to głównie z powodu własnej wygody. Nigdzie nie muszą jeździć, bo mają dziewczynę zawsze pod ręką. Oszczędzają w ten sposób czas. I to dosłownie: na gotowaniu, sprzątaniu, praniu. Bo przecież niewiele dziewczyn zniesie syf w mieszkaniu, w którym same mieszkają. I bedą wolały je same ogarnąć niż czekać na ruch faceta (niedoczekanie). Poza tym czego się nie zrobi dla swojego misiaczka, prawda? ;) W takim układzie mężczyzna oszczędza też pieniądze, bo rachunki dzielą się na dwa i zaoszczędzaone pieniądze mogą wydac np. na swoje pasje. Bo jeśli myślicie, że na zabieranie Was do restauracji to się grubo mylicie. Przecież przyrządzone przez Was dania są najlepsze na świecie i w żadnej restauracji nie podają tak pysznych posiłków. I jak tu nie zmięknąć od tych komplementów? Tylko, że jak zmiękniecie, to już nigdy nie zobaczycie restauracji ;)

     No cóż, miłość to pole bitwy. Jeśli chcecie ją wygrać, nie dajcie się omamić słodkimi słówkami i argumentami naszych ukochanych. Ponieważ oni nigdy nie zapominają o tym, że stoją na polu bitwy i nauczyli się wygrywać bitwy dzięki grom komputerowym :)

    Pozdrawiam i wracam do czytania książki. Skąd mam czas na czytanie? Bo nie piorę rzeczy swojego faceta, nie gotuje mu posiłków, nie sprzatam jego mieszkania. Na to wszystko zasłuży jak zobaczę obrączkę na moim palcu ;)

18 komentarzy:

Paulina Hojdeczko pisze...

'No cóż, miłość to pole bitwy. Jeśli chcecie ją wygrać, nie dajcie się omamić słodkimi słówkami i argumentami naszych ukochanych.' zgadzam się z tym To prawda :)
Życzę Wam wiecznego szczęścia :)

Pozdrawiam Patrycja :)

http://inspiraationstyle.blogspot.com/

Gone_With_The_Books pisze...

Dziękuję. Czuję się trochę niepewnie na tym nowym gruncie, ale człowiek czasami potrzebuje wyzwań, a małżeństwo jest dużym wyzwaniem. Mam nadzieję, że odnajdę szczęście z moim mężem :)

MATTHEW pisze...

ja jestem zdania, ze mozna mieszkac

Pozdrawiam
Zapraszam do siebie, na męskiego bloga.
Mateusz

Anonimowy pisze...

Ja też uważam, że mieszkanie z chłopakiem przed ślubem to żadna ujma na honorze i godności kobiety. Sama za niedługo zamieszkam ze swoim chłopakiem, ponieważ obydwoje tego chcemy i pragniemy wreszcie usamodzielnić się a nie ciągle wisieć na garnuszku u rodziców. A na przysłowiowy "papierek" przyjdzie jeszcze czas, aż będziemy obydwoje na to gotowi.
Pozdrawiam i szczęścia życzę. Każdy ma swoje poglądy.

Gone_With_The_Books pisze...

I o to właśnie - o dyskusję. Nikogo nie namawiam na swoje poglądy tylko przedstawiam swoje i zapraszam do dyskusji :) Bardzo dziękuję za komentarz :)

Anonimowy pisze...

Swoją drogą bardzo lubię zaglądać na Twojego bloga i czytać co masz do napisania. Bardzo podobał mi się post o zwyczajach ślubnych. Jak najbardziej podzielam Twoje zdanie. Dla mnie też rzeczą absurdalną jest odkładanie kupy kasy na suknię ślubną, którą ubierze się tylko na JEDEN dzień. O zgrozo! Takie piękne chwilę jak ślub przeżywa się w sercu razem ze swoim wybrankiem a nie na pokaz przed ludźmi. Pozdrawiam i napewno będę zaglądać tu częściej. Pozdrawiam.
Kinga.

Gone_With_The_Books pisze...

Strasznie mi miło :) Mój blog w większości jest o książkach, ale czasem lubię swoje myśli na temat życia przelać na bloga i podzielić się nimi z innymi. Czasem ktoś się ze mną zgodzi, czasem wyniknie dyskusja i jest to dla mnie zawsze źródło radości, bo ja strasznie lubię rozmawiać :)

Widzisz jak mało rozsądnych kobiet jest na świecie. A co Twojego poprzedniego komentarza muszę jeszcze dodać, że też zawsze chciałam się usamodzielnić, wynająć gdzieś pokój i spróbować czy poradzę sobie sama na tym okrutnym świecie. Nie udało mi sie tego zrealizować i troche żałuję, bo wychodzi na to, że nigdy nie dowiem się jak to jest mieszkać sama :) Teraz mam nadzieję, że już się tego nie dowiem, ponieważ to oznaczałoby rozwód, a tego nie chciałabym najbardziej na świecie :)

Pozdrowienia od blogerki Angeliki :)

Gone_With_The_Books pisze...

Dziękuję za komentarz :)

Co do zaproszenia- to muszę je odrzucić, ponieważ nie jestem w stanie oglądać męskich blogów. Nie mam serca do mężczyzn, którzy zajmują się modą. Ja wolę nieokrzesanego chłopa, który nawet nie wie co to "fashion", wystarczy mi jak dba o to, aby jego ubrania były czyste ;)

Pozdrawiam

Anonimowy pisze...

Bardzo lubię czytać książki, wiec recenzje przez Ciebie zawarte dużo mi pomagają. Podoba mi się Twój styl pisania, czyta się to co piszesz lekko i przyjemnie. Heh ja też lubię rozmawiać, jestem straszną gadułą, dlatego odniosłam się do posta w komentarzu. Myślę, że wszystko pójdzie dobrze i żadnego rozwodu nie będzie. Najważniejsze to, żebyście się kochali, czasami musieli pójść na kompromis i wszystko napewno będzie super. Swoją drogą jestem ciekawa jakie będą Twoje wrażenia jak zamieszkasz z mężem. ;)

Gone_With_The_Books pisze...

A wiesz, że pisząc komentarz powyżej wpadłam na pomysł, aby podzielić się moimi wrażeniami również na tym polu? Ogromnie się tym denerwuję, ponieważ mój narzeczony ma niełatwy charakter i zastnawiam się czy zdołam go okiełznać ;) Może przeczytasz tu coś, co Tobie pomoże jak zamieszkasz ze swoim facetem :)

Wygląda na to, że opanowałyśmy komentarze pod tym postem :D Tak to jest jak spotkają się dwie gaduły.

O, własnie wpadłam na pomysł, żeby opisać jak wszyscy będą mnie denerwowac podczas ceremonii zaślubin :P Bo na pewno tak będzie. W końcu wszyscy dookoła wiedzą jak ma wygladac mój ślub :D

Anonimowy pisze...

Fajnie, z chęcią poczytam jak się żyje z mężem po ślubie i czy dasz rade go okiełznać.
U mnie jest odwrotnie bo to ja mam ten cięższy charakter. W ogóle nie wiem jak mój ukochany wytrzymuje ze mną cały czas;p
Tak ewidentnie królujemy w komentarzach.
A wiesz, że właśnie tego się obawiam, że jak będziemy chcieli wziąć ślub to wszyscy będą za nas decydować. Znając życie już pierwszy problem pojawi się kiedy rodzina mojego faceta dowie się, że nie chce wziąć ślubu kościelnego tylko cywilny.
Eh to życie.

Gone_With_The_Books pisze...

Nikt się nie dołącza do dyskusji więc przejmujemy ją dla siebie :D

Kochana, cos mi się wydaje, że faktycznie będziesz przechodzic ciężkie chwile w związku z tym ślubem cywilnym. Już widzę oczami wyobraźni jak wszyscy co roku bedą Was namawiali na slub kościelny, łacznie z księdzem, który będzie przychodzić na kolędę ;) A Twoi rodzice już się zżyli z tą myślą? Czy nawet jeśli łaskawie pogodzili się z Twoją decyzją a mimo to od czasu do czasu dają Ci do zrozumienia, żebyś jednak zmieniła zdanie? A może czekasz z poinformowaniem ich o tym, aż będziesz bliżej tego momentu?

Co do moim wrażeń z przygotowywania ślubu to muszę przyznać, że rację miał ten, kto powiedział, że z rodziną wychodzi się najlepiej na zdjęciu. Wszystko było tak jak chcieliśmy (albo jak ja chciałam) póki sami się angażowaliśmy we wszystko. Gdy tylko pozwoliliśmy rodzicom na pomoc - większość decyzji przejęli dla siebie, a to, czego nie udało im sie ukraść to starają się torpedować swoimi radami. I tak oto dzięki tej pomocy podwoiliśmy koszty całej imprezy. Do tego doszło dwa razy więcej nerwów. Więc polecam organizować ślub we własnym zakresie, nie przyjmując pomocy finansowej od rodziców, bo wtedy będziecie zgubieni ;) Myślę, że nawet napiszę kilka słów ostrzeżenia w nastepnym poście, bo naprawdę jest o czym pisać ;)

A moje ewentualne wskazówki na temat okiełznania charakteru współmałżonka skieruję chyba do Twojego faceta ;)

Anonimowy pisze...

Ojej. Wreszcie rozmowa z inteligentną osobą, długo na coś takiego czekałam.
Co do tego ślubu to wiesz.. póki co nie spieszymy się z tą decyzją, aczkolwiek moi rodzice nigdy nie ingerowali w to jaki chcę wziąć ślub. Wiedzą jaka jest moja decyzja i w pełni ją szanują i nie naciskają w żaden sposób na zmianę decyzji.

Właśnie to jest nie fair. Coś w stylu : "Ja dokładam się do ślubu, więc też mam coś do powiedzenia." No ale przecież to jest Wasz ślub a nie Waszych rodzin, nie powinno tak być. Jestem jak najbardziej za pomocą finansową, bo obie wiemy jak wygląda wynagrodzenie w naszym pięknym kraju, ale wszystko z umiarem. Tylko tak, jak zwróci się uwagę to będzie obraza majestatu.;) Więc i koło się zamyka.

Tak post o tym to świetny pomysł. ;)
A jak podzielisz się radami jak okiełznać swoją drugą połówkę to napewno pokaże to mojemu Bartkowi.Może mu się uda . ;p

Gone_With_The_Books pisze...

To bardzo dobrze, że masz takich nowoczesnych rodziców. Moja mama chyba by sama wskoczyła do grobu i się własnoręcznie w nim zakopała, gdybym jej powiedziała, że nie chcę ślubu kościelnego. Na szczęście oszczędziłam jej nerwy, ponieważ ja sobie innego ślubu nie wyobrażam. Jednak szanuję decyzję innych. Chociaż to też zależy kogo ;) Poniewaz mój chłopiec mógł tylko w ten sposób mnie mieć. Wielokrotnie mnie namawiał na ślub cywilny, ale chyba głównie z wygody no i niestety jeśli chciał mieć mnie za żonę to musiał dopuścić do siebie myśl o ślubie koscielnym. Ale nadal sobie czasem żartuje, jak się zdenerwuję na naszych rodziców, że może jednak weźmiemy cywilny ;)

Bardzo się cieszę, że podzielasz mój pogląd na temat udziału rodziców w całej uroczystości. Wyjęłaś mi z ust stwierdzenie, że są nie fair ich pretensje tylko z powodu dokładania się do ślubu. Rodzice zdają się zapominać, że jest to tylko nasza uroczystość i nie powinni nam nic na siłę narzucać. Przecież oni mieli już swój ślub i swoją szansę. No chyba, że chcą się odegrac za swoich własnych rodziców i ich "pomoc" w przeszłości ;)

Tak się zastanawiam czy Twój Bartek będzie miał co czytać... być może tylko tyle, że nie da się zmienić charakteru drugiej osoby, a jedynie nauczyć się z nią żyć. Bo przecież przez 5 lat nie udało mi się, więc skąd ten szalony pomysł, że teraz będę miała większą siłę przebicia? :D

Anonimowy pisze...

Tak, mam ten komfort, że moi rodzice są dość nowocześni. Poza tym ślub cywilny to jest też z mojej strony kwestia wiary a raczej jej braku, ale to już jest inny temat.
To bardzo dobrze,że jak Twój facet chciał przekonać Cię do ślubu cywilnego to ciągle trwałaś w swoim postanowieniu. To dobrze,że są na świecie jeszcze kobiety, które nie ulegają zdaniu mężczyzny i walczą o swoje.
Tak też uważam,że rodzice i z jednej i z drugiej strony nie powinni się aż tak "angażować" w przygotowania. To Wasz ślub i Wy wiecie najlepiej jak go przejść. No ale jak zwrócić komuś uwagę? Bardzo dobrze określiłaś to w poście. Przyszłemu teściu nie zwrócisz uwagę przez wychowanie i szacunek a mamie przez miłość jaką ją darzysz.
Wiesz też sądzę, że nie warto zmieniać charakteru drugiej osoby na siłę. Przecież taką ją pokochaliśmy to po co ją zmieniać.? ;)

Gone_With_The_Books pisze...

Wszystko to prawda z tym charakterem, ale ja go tak naprawdę nie chcę zmieniać tylko przywrócić stan sprzed jakichś dwóch lat :) Bo ten mój chłopiec sam podjął decyzję o zmianie swojego charakteru o jakieś 20 % i chchaiałabym przywrócić wcześniejsza równowagę ;) Ale nie jestem pewna czy to się uda. Niesttey tak to już jest w związkach- na początku każdy bardziej się stara a potem pozwala sobie na małe rozluźnienie obyczajów. Ja pewnie tez się trochę zmieniłam tylko nie zauważam tego, bo sami nie jesteśmy w stanie zauważyć drobnych zmian w zachowaniu itp. Dopiero druga osoba jest w stanie nam to powiedzieć, tylko często nie jesteśmy już w stanie wrócić do tego, jacy byliśmy wcześniej, albo nie chcemy przyjąć do wiadomości, że się zmieniliśmy. No zobaczymy. Wiadomo że pierwszy tydzien będzie na pewno super, bo to bedzie jak wakacje. Ale zobaczymy po miesiącu czy będę śmiać się czy płakać. A może nie będę wiedziała, czy się śmiać czy płakać ;)

Anonimowy pisze...

DZięki za ten wpis. Wpisałam w google "nie chce mieszkać z chłopakiem przed ślubem" i wpadłam na Ciebie. szukałam wsparcia, kogoś kto myśli jak ja, bo w kupie raźniej.. a w google znajdowałam głównie " chce zamieszkać z chłopakiem ale mama nie pozwala" ta dzisiejsza młodzieź..pozdrawiam

Gone_With_The_Books pisze...

Cieszę się, że znalazłaś to wsparcie u mnie. Pamiętaj, że nikt nie powinien na Tobie nic wymuszać. Jeśli masz jakieś zasady, to żadne namowy ani presja otoczenia nie powinny mieć znaczenia. Oczywiście możesz się ugiąć, ale możliwe że będziesz miała przez całe życie żal do siebie i będzie to wpływać na Twoje szczęście. Ja zrobiłam w życiu kilka rzeczy wbrew swoim zasadom i do dziś tego żałuję i nie wyszłam na tym dobrze. Dlatego teraz tak bronię swoich zasad. Niestety nie mogę dać Ci gwarancji, że wierność swoim zasadom uchroni Cię od bólu w życiu, ale myślę, że dzięki nim ból będzie mniejszy i szybciej się z niego podniesiesz, a po czasie na pewno nie będziesz żałować swoich decyzji. Chłopak, który wymusza coś na dziewczynie nie szanuje jej, i może się okazać nie być wart zachodu. Moja mama też mi zabraniała mieszkania z chłopakiem, a nawet zostawania u niego na noc, ale niepotrzebnie się gorączkowała, bo ja przejęłam po niej te zasady i nigdy się na nich nie przejechałam. Natomiast sprzeniewierzając się swoim zasadom niestety źle wyszłam.
Nie rozumiem, kiedy ludzie mówią, że trzeba przed ślubem zamieszkać ze sobą żeby się sprawdzić. Nie wiem, co takiego oni chcą sprawdzać? Jeśli ludzie do siebie nie pasują to prędzej czy później się to okaże. Po to jest okres bycia razem, narzeczeństwa. Jeśli się człowiek boi, że po ślubie rozstanie się z ukochanym, i zaczną się kłopoty to zalecam intercyzę :) Rozstanie zawsze boli, czy to w małżeństwie czy w związku nieformalnym, a nie warto poświęcać zasad dla kogoś, kto nie stawia Twojego szczęścia na pierwszym miejscu. Także głowa do góry, rób swoje a wszystko będzie dobrze.