wtorek, 1 stycznia 2013

Dlaczego mężczyźni nie lubią spacerów?

  
      Mężczyźni nie lubią spacerów. Czy odkryłam Amerykę? Nie sądzę. Każda dziewczyna, która miała kiedyś chłopaka, doszła nie raz do tej konkluzji. Jeśli jednak któraś ma ochotę wyrwać się przed szereg i krzyknąć: "Mój chłopak jest inny!" to niech się wstrzyma i zastanowi chwilę nad tym, jak długo tworzy związek ze swoim umiłowanym mężczyzną...Bo to jest naprawdę kluczowa sprawa. Mężczyzna bowiem jest z natury domolubny. A wychodzenie z przyjemnego domu, w którym jest tyle możliwości spędzania czasu (czytaj: telewizor i komputer) i wolne chodzenie u boku swojej dziewczyny, która w dodatku wymaga od niego wzdychania do piękna natury, jest dla niego rzeczą pozbawioną najmniejszego sensu. A mężczyźni bardzo sobie cenią swój czas i nie lubią wykonywać czynności, nie zawierających sensu. Jednocześnie mężczyzna jest urodzonym łowcą. Wie, że polowanie nie raz wymaga poświęceń. Na początku więc krążą więc wokół zdobyczy, przymilają się, uprzedzają ich prośby i spełniają różne absurdalne kobiece prośby. Czają się z atakiem, zlewając się z otoczeniem, a więc udając, że sprawia im przyjemność robienie różnych rzeczy z kobietą. Ale tak naprawdę w każdej chwili są gotowi wyskoczyć ze swojej kryjówki i zaatakować. Gdy widzą, że zwierzyna nie ma już gdzie uciec, gdy należy już do nich, pokazują kły i pazury. A zdobycz nie ma już sił na ucieczkę. Bo jest zniewolona. Zniewolona przez czar polującego mężczyzny. Pozwala się więc zaatakować słowami typu: "jestem zmęczony", "może jutro", "jestem chory", "nie czuję się na siłach" i tym podobnymi wymówkami. I wierzcie mi, faceci mają w sobie naprawdę dużo siły, bo potrafią potem przez lata częstować nas tymi zjechanymi frazesami, aż wreszcie przestajemy próbować ich namawiać, a oni zyskują święty spokój. I ofiarę :)
      Tak więc na początku jest zawsze pięknie. Poznajemy faceta, zaczynamy się z nim spotykać i jest cud-miód, bo okazuje się, że znalazłyśmy mężczyznę jedynego w swoim rodzaju. Takiego, który naprawdę lubi z sami przebywać i chodzić na długie spacery, trzymając się za rączkę i rozmawiając z nami ochoczo na różne tematy, które interesują kobiety. Nie słyszymy nic o samochodach, meczach, imprezach z kolegami. Myślimy, że wreszcie znalazłyśmy kompana na długie spacery, a nie wiemy, że on w głębi duszy odlicza czas, po którym będzie mógł bezpiecznie pokazać nam swoje prawdziwe oblicze. Bo mężczyźni wiedzą, że po pewnym czasie będziemy już tak zakochane, że ostatecznie, gdy przyjdzie czas na atak, przymkniemy oko na to, że ten kompan od początku miał wyraźnie określony termin, kiedy jego gwarancja użyteczności mija bezpowrotnie. A kiedy już raz przymkniemy oko, to już bezpowrotnie tracimy czas naszego ukochanego. On już wówczas wyczuwa, że nie musi się silić na te spacery, które my tak uwielbiamy i ostatecznie klapniemy obok nich na kanapie przed telewizorem i będziemy przez wiele lat udawać same przed sobą, że ten styl życia nam odpowiada. I w zasadzie mają rację. Bo tak to faktycznie będzie wyglądać. Zdobycz w końcu przystosuje się do nowych warunków i zrezygnuje ze spacerów albo znajdzie sobie damskiego kompana, porzuconego przez własnego mężczyznę albo tak zatruje swój związek ciągłymi prośbami, że wreszcie odstraszy mężczyznę i ten ucieknie z powrotem do lasu.
     Tak moje drogie, nie ma się co łudzić- wszystkie tak skończymy. Nie da się zmienić męskiej natury. Można się do niej jedynie dostosować. Jestem tego niezbitym dowodem. Gdy rozpoczęłam związek z moim obecnym mężem, było po prostu bajkowo. Spędzaliśmy ze sobą mnóstwo czasu, wszystko robiliśmy razem, gadaliśmy godzinami, także przez telefon i chodziliśmy na długie romantyczne spacery, tak jak lubię. Ta idylla trwała naprawdę długo. Każdy facet ma swój własny biologiczny zegar, który każe mu gonić zwierzynę odpowiednio długo. Mojemu facetowi zegar łowcy, który w nim tkwił, nie spieszył się specjalnie. Kiedyś nawet jego dobry kolega powiedział, że praktycznie ukradłam mu przyjaciela. A ja przecież nie zrobiłam nic. Mój mężczyzna po prostu polował i nie miał czasu na spotykanie się z kolegami. Był do takiego stopnia odurzony owym polowaniem, że nawet wyglądał, jakby sam lubił spacery. A prawda była taka, że mój łowca miał cel. A to dla mężczyzny jest naprawdę ważne. Jego zwierzyna lubiła spacery, więc on musiał podążać jej śladem. Wreszcie bańka pękła. Po trzech latach mój łowca uznał, że czas znowu stać się dzikim zwierzęciem. Byłam już wystarczająco jego, że mógł zaryzykować swój powrót do korzeni. I oczywiście nawet nie zauważyłam kiedy to się stało, a przestaliśmy spacerować. Chodzę więc sama po osiedlu, zupełnie jakbym nie miała faceta, a on czeka na mnie w ciepłym, przytulnym domku. A ja wracam do niego zadowolona ze spaceru, bo przez tą godzinkę zdążyłam już sobie wytłumaczyć, że przecież facet nie jest tylko po to, aby chodzić z nim na spacery i nie po to zdecydowałam się na związek. Mój facet nie słyszy więc żadnych wyrzutów, a zamiast tego dostaje ode mnie porządnego całusa na przywitanie. I naprawdę nie ma sensu truć mu tyłka, bo on i tak nie pójdzie na ten spacer, a ja tylko zepsuję sobie humor.
    Jednak wciąż zadaję sobie pytanie, dlaczego właściwie faceci nie lubią chodzić na spacery? Nie znalazłam jeszcze odpowiedzi, ale mam teorię. Już o niej wspomniałam między wierszami, ale teraz przez chwilę się na niej skupię. Otóż wydaje mi się, że przyczyną kłopotów na linii mężczyzna-spacer jest to, że facet zawsze musi mieć cel. Każde działanie, które ma wykonać, musi mieć jasno określony cel. Inaczej nie będzie dla niego warte wykonania. Dlatego faceci między innymi nie lubią sprzątać. Wiadomo, że nie ważne jak często będziemy latać ze ścierką po mieszkaniu, po jakimś czasie znowu będzie nieporządek. Po co więc tracić czas na taką syzyfową pracę? A naczynia? Za chwilę znowu będą brudne. Po co więc je myć? Przecież wystarczy otworzyć szafkę i wyciągnąć z niej czyste naczynia, które cudem same wyskoczyły ze zlewu i znowu czyste położyły się na półkach. A gdy mężczyzna jest samotnikiem, nie posiadającej w domu estetki w formie kobiety, gdy zajdzie potrzeba zjedzenia posiłku, on wybierze spośród zalegających w zlewie naczyń to najmniej wybrudzone, opłucze pod grubym strumieniem wody (nauczył się tego myjąc auto karcherem) i na tak "umytym" talerzu zje swój posiłek, po czym wrzuci talerz do stosu piętrzącego się w zlewie. Zatem gdy mężczyzna nie widzi wyraźnego celu w działaniu, które ma wykonać, po prostu nie będzie chciał go wykonać. A że mężczyźni nauczyli się nie mówić kobietom prawdy, to wymyślą jakąś bajeczkę o chorobie, zmęczeniu, koledze, który ma zaraz wpaść, a z którym umówiony jest od tygodnia. I na nic będą nasze krzyki, prośby, błagania czy minki. Nawet łzy nie pomogą w obliczu choroby/zmęczenia/zbliżającego się kolegi. Kiedy więc chcemy wywalczyć u swojego faceta zgodę na spacer, dajmy mu cel.
    Skoro on używa wymówek i bajek, wykorzystajcie to przeciwko niemu. Wymyślcie, że właśnie teraz musicie iść z nim na zakupy, bo w sklepie, który jest zlokalizowany 2 kilometry od naszego miejsca zamieszkania, a droga do niego prowadzi przez uroczy las, akurat sprzedaje to, co jest nam właśnie niezbędne i w żadnym innym sklepie tego nie ma, bo wczoraj przeszukałyśmy wszystkie sklepy w okolicy. Albo że boimy się iść same. Albo że kupimy sporo rzeczy i potrzebujemy jego pomocy (bardzo niebezpieczny argument w przypadku mężczyzny zmotoryzowanego- skoro zakupy mają być duże, to chyba nie ma sensu iść i targać tych zakupów, skoro mamy auto...). Jeśli nie chcecie zniżać się do jego poziomu i kłamać, powiedzcie prawdę, że chcecie z nim wyjść z domu, ale dajcie mu jakiś cel. Choćby to nawet miał być stary chleb dla kaczek. Albo pójście do jego mamusi (będziecie się musiały nieźle nagimnastykować, żeby wybić mu z głowy samochód lub autobus), albo odwiedziny u przyjaciół. Niech to będzie cokolwiek, ale niech ma jakiś cel. Chodzenie bez celu po osiedlu nie zostanie przyjęte z ochotą przez żadnego mężczyznę z długim stażem związku. Jeśli właśnie wczoraj go poznałyście, na pewno usłyszycie: "Cóż za fantastyczny pomysł! Ach jakie ja miałem szczęście, że znalazłem tak mądrą i pełną pomysłów dziewczynę!". Jeśli jednak Wasz luby zna już imiona wszystkich Waszych wujków i cioć, to nie liczcie na okrzyk radości. 
    A kiedy już namówicie faceta na wyjście z norki, koniecznie zdajcie pełen raport z Waszego pomysłu, zanim wyruszycie. Bo jeśli on nie pozna całego planu od początku i będziecie próbowały przemycić jakieś dodatkowe atrakcje (która z nas nie powiedziała nigdy czegoś w stylu: "Och, chodźmy jeszcze za tamto wzgórze, o tamto za lasem! Czuję, że stamtąd będzie się rozciągał wspaniały widok!" albo "Posiedźmy jeszcze pół godzinki na tej ławeczce o tu i będziemy sobie patrzeć na horyzont..."), skończy się to dla Was nieprzyjemnie. Albo wyniknie z tego kłótnia albo spacer w milczeniu, najeżony wzajemnymi pretensjami, który będzie mniej przyjemny niż samotny spacer, bo prócz kompana stracimy też ochotę na ten cholerny spacer! A to wszystko dlatego, że mężczyźni nie lubią zmian planów. I to właśnie dlatego chcą znać dokładnie drogę, którą będą szli i którą będą wracali, więc nie radzę kombinować w trakcie drogi, tylko od razu wytyczyć dłuższą trasę, podając przy tym przybliżony czas jej pokonania (i nie radzę się pomylić o więcej niż 10 minut, jeśli chcecie jeszcze kiedykolwiek zobaczyć Waszego faceta na spacerze) i cieszyć sie z tego spaceru. Bo w przypadku nieoczekiwanych zmian (oczywiście nieoczekiwanych dla niego, bo zmiany owe były przez nas uwzględnione już na etapie planowania spaceru, ale zatajone podczas przedstawiania szczegółów planu) przygotujcie się na fochy dziecka z przedszkola i wtedy zapomnijcie o jakiejkolwiek przyjemności czerpanej ze spaceru ze swoim ukochanym. Zamiast rozmowy usłyszycie monolog o takiej mniej więcej treści: "Ale przecież mówiłaś, że idziemy tylko tam! Dlaczego nie powiedziałaś, że jeszcze tam chciałaś iść? Po co tam chcesz iść?" bla bla bla. Dla obojga z Was stanie się to przykrym doświadczeniem, którego on na pewno nie będzie chciał powtórzyć. A Wy tylko będziecie się zżymać, że lepiej byłoby iść samej, skoro i tak nie ma do kogo gęby otworzyć. I być może stracicie bezpowrotnie szansę na wyjście ze swoim obrażalskim dużym dzieckiem na prawdziwy spacer, wkomponowany w zwykłą czynność, jaką jest pójście do sklepu.
    Niestety bycie z mężczyzną jest najeżone minami i pułapkami. Jeśli nie jesteście urodzonymi saperami i nie macie ochoty zostać rozerwane przez wybuchającą minę, od razu załóżcie, że wiążecie się z mężczyzną dla celów innych niż zdobycie kompana do spacerów, które uwielbiacie (jakie by to miały być cele, te "inne" cele, dla których wiążemy się z mężczyznami? Na to każda z nas musi sobie na to sama odpowiedzieć, bo ja powoli tracę pomysły ;)). Jeśli jednak lubicie ryzyko i wyzwania, to proszę bardzo, próbujcie. Ale dajcie swojemu facetowi cel, dla którego warto wychylić głowę z domu:) Dla nich relaks na łonie natury nie istnieje, dajcie mu więc cel, dzięki któremu Wy będziecie się relaksować podczas tego "spaceru" i podziwiać piękno natury, a on nie będzie miał poczucia straconego czasu.

6 komentarzy:

Kamila pisze...

cała prawda o facetach - genialnie to opisałaś!
przykra i smutna prawda... - "zdobyłem Cię, jesteś moja to po co się starać o coś co już mam?" eh. a my przecież lubimy być zdobywane, nie raz ale każdego dnia, bo wtedy czujemy się kochane. cóż ;-)

Gone_With_The_Books pisze...

Te dwa światy chyba nigdy nie osiągną porozumienia :) A szkoda, bo często mam ochotę na spacer a nie mam z kim iść ;) I chętnie dałabym się komuś zdobyć ;)

Blasi pisze...

wytlumaczcie lepiej dlaczego kobiety lubia te spacery?! Co jest przyjemnego w lazeniu po swoim nudnym osiedlu lub tym samym lesie i parku, ktore zna sie na wylot?
Ale przyznam ze z tym "celem" trafione w sedno.
Co do natury lowcy, zdobycia i potem juz olania to akurat nieprawda. To nam faktycznie sprawia przyjemność i nikt nic nie oszukuje. Z czesem natomiast takie wtórne łazenie jest nudne - dziwne ze dla kobiet nie :)

Gone_With_The_Books pisze...

Wiesz, wydaje mi się, że jest to środek zastępczy, który pozwoli nam wyjść z domu i poruszać się. Bo oczywiście wolałybyśmy jakby nasi faceci zabierali nas na wycieczki za miasto, zabawiali nas swoim towarzystwem, jeździły z nimi za granicę. A skoro nasi mężczyźni nie mają pieniędzy, aby tak nas traktować, to zmniejszamy swoje wymagania do tych nudnych spacerów po znanej okolicy, która nam też już się znudziła, ale lepsze to niż siedzenia w domu. No i nie zapominajmy, że ten głupi nudny park będzie wyglądał inaczej o różnych porach roku i dnia, w słońcu i słocie. Warto jest to zobaczyć i w ten sposób naładować baterie na następny dzień w pracy

Arkadiusz Weiss pisze...

A ja uwielbiam chodzić po parku i się tym cieszyć :-), nigdy się mi to nie zmieniło i wątpię że się to zmieni. Czasem też inne miejsca ale wolę coś fajnego i dłużej niż non stop coś nowego a wtedy nie ma czasu poznać dobrze miejsca i się nim nacieszyć, poza tym nabiera się po czasie nostalgii i samo myślenie o jakimś miejscu sprawia przyjemność :-). Poza tym w niektórych miejscach są bardzo ładne wyglądające zachody słońca, szczególnie jesienią, u mnie akurat to jest skarpa nad torami niedaleko dworca. W nocy, rozjarzone w lampy sodowe świecące na pomarańczowo gdzieś w oddali są trochę magiczne, przejeżdżające pociągi też są miłe. Fajnie jest pojechać rowerem gdzieś w takie miejsca , ja tak robię.
Mężczyźni Ci źli mają pieniądze, bo są szefami, kierownikami i znęcają się nad tymi źle zarabiającymi. Jednak mnie to nie kręci być degeneratem i mieć kasę, choć moda na to jest i generalnie przyzwolenie na bycie okropnym człowiekiem dla innych poza swoją rodziną dla której zamożny człowiek jest fajny bo ma kasę którą ktoś dla niego zarobił. Kobiety są często winne , niestety, chcą tej kasy, niszczą swojego faceta , on nie ma czasu bo więcej pracuje i jeździ samochodem dla jego oszczędności, tyje, słabnie i na prawdziwe życie nie ma już siły. Zawsze warto wrócić do czasu nastoletniego i zastanowić się dlaczego wtedy było dobrze ? .. bo dziewczyny nie chciały kasy i On miał czas dla niej, nie miał samochodu przez co był zdrowszy i tysiąc razy lepiej wyglądał, dziewczyna radowała się nim a nie dobrami materialnymi na które ktoś musi zarobić, czyli ktoś musi zmarnować czas miły z dziewczyną na czas zdobywania rzeczy nieważnych i często niszczyć innych ludzi dla tej kasy a inni to też związki które cierpią bo ktoś nad nimi ich męczy przez co nie mają czasu dla siebie..
Te dziewczyny jakie ja znam mają gdzieś park, widoki itp. tylko kasa i zrobią wszystko aby ją mieć , życie prywatne nie ma znaczenia bo coraz częściej żyjemy dla innych dla szpanu i popisu a rzeczywiste szczęście jest niemal bez pieniędzy, naprawdę tylko wystarczy je chcieć a nie wybierać inne rzeczy a potem narzekać że nie mam wszystkiego, wszystkiego nie można mieć.
Czasem tak myślę że nastolatki mają więcej rozumu, przepisów na szczęście. Potem liczy się czy mamy telefon za 2000zł i samochód nowszy albo mieszkanie a to takie bzdety i okradanie się z życia, problemy zdrowia psychicznego i depresję szukając szczęścia w takich głupotach.

Arkadiusz Weiss pisze...

U mnie sytuacja jest zupełnie odwrotna, kobieta od lat przed "bogiem" telewizorem i na spacery "jak głupia nie będzie chodzić, nastolatki tak robią". Widoku też nigdy nie podziwiała , spytałem ją czy by coś o tym co widzi i czuje powiedziała by to skończyło się kłótnią bo to głupie o tym mówić i ją męczę. Także od lat chodzę sam bo kumple nie pójdą a z inną kobietą nie wolno. Co to się stało że jak wydorośleli to tylko TV, auto, komputer i piwo. Pieszo do lasu brr.:-(