czwartek, 30 sierpnia 2012

Wyjątek - Christian Jungersen

 

Oczywiście przekąsek nie zabrakło ;)
    
        Właśnie skończyłam czytać świetny thriller psyhologiczny, który tak mnie wciągnął, że aż muszę napisac o nim kilka słów. Ja raczej rzadko czytam książki tego typu, właściwie się zastanawiam, czy ta nie była wyjątkiem (ups, nieświadome nawiązanie do tytułu;))... w każdym razie książka Christiana Jungersena była niezmiernie interesująca. Nie wiedzieć kiedy tak mnie wciągnęła panująca w opowieści atmosfera, że czytałam po 200 stron jednego dnia. I tak w trzy dni dobrnęłam do końca, a gdy skończyłam czytać ostatnią stronę, musiałam poczytać niektóre fragmenty ponownie, żeby odnaleźć te, na które nie zwróciłam dostatecznej odwagi, lub od których autor sprytnie moją uwagę odwrócił. Musiałam pobyć jeszcze przez chwilę w tym mroku duszy ludzkiej, popławić się w atmosferze zła, w którą opływa cała opowieść. "Wyjątek" jest bestsellerem, więc powinna mi się podobać, aczkolwiek ja nie ufam określeniu "bestseller". Mam wrażenie, że obecnie zbyt łatwo książka może uzyskać to miano, także ja wolę sama sprawdzić czy książka faktycznie jest dobra. Bo na przykład na "Alchemiku" się zawiodłam. Nic z tej książki do mnie nie trafiło i właściwie męczyłam się podczas jej czytania. Przy "Wyjątku" było odwrotnie- męczyłam się gdy jej nie czytałam, Bywało, że oczy mi się kleiły, a ja wciąż powtarzałam sobie, że jeszcze jeden rozdział i idę do łóżka. I chociaż pewna część zakończenia wydała mi się zbyt wymyślna, nieprawdopodobna (Wmieszanie się w sprawę zbrodniarzy wojennych), to jednak pomijając to- ogólnie zakończenie daje do myślenia. Jestem zadowolona, że koleżanka poleciła mi tę pozycję i się zdecydowałam ją przeczytać. Naprawdę kawał świetnie poprowadzonej narracji. I chociaż po zakończeniu czytania nie miałam czegoś takiego jak po przeczytaniu "Przeminęło z wiatrem", kiedy przez kilka dni nie byłam w staniu sięgnąć po inną książkę, żeby nie zaburzyć świata, który panował w mojej głowie, pełnego Rhetta i Scalrett, to jednak uważam, że książka jest naprawdę interesująca i warta polecenia właściwie każdemu. Ma ona ponad 600 stron, ale naprawdę nie ma się co przerażać. Sami nie zauważycie jak będziecie przekładać ostatnią stronę. Poza tym może inne wydanie ma mniej stron? To tak na zachętę :)

      Czas chyba troszkę opowiedzieć o czym jest ta ciekawa książka. Ja bym to określiła w ślad za jednym z artykułów, który był opisywany wewnątrz książki- że jest to książka o psychologii zła. Zła które tli się w każdym człowieku, gotowe wypłynąć na wierzch w sytuacji zagrożenia. W książce opowiedziana jest historia czterech kobiet, pracownic niewielkiego Duńskiego Centrum Informacji o Ludobójstwie. Centrum zajmuje się opisywaniem i pokazywaniem światu wszelkich oznak ludobójstwa na świecie. Mamy tu więc co jakiś czas drastyczne opowieści dotyczące aktów ludobójstwa. Mam wrażenie, że autor specjalnie skupia się na opisywaniu tragicznych scen, aby pokazać jak praca z ciągłym cierpieniem może destrukcyjnie wpłynąć na człowieka. Dodatkowym elementem, który mógł wpłynąć negatywnie na psychikę pracujących w Centrum pań jest mała liczba pracowników. W zasadzie można by powiedzieć, że duszą się one we własnym sosie. Łatwo jest więc sobie wyobrazić, że utrzymywanie dobrych stosunków z innymi w tak niewielkim, ścisłym środowisku jest niezbędne, aby wytrzymać 8 godzin i nie myśleć z przerażeniem o powrocie do pracy dnia następnego. Bo czy wyobrażacie sobie pracować z osobami, które stale robią Wam drobne przykrości? Które obrzydzają Wam pracę i sprawiają, że zaczynacie jej nienawidzić? Bo ja nie! Nie wyobrażam sobie, że wytrzymałabym w takiej pracy choćby jeden dzień.

      Kiedyś na studiach, podczas zajęć z socjologii mieliśmy lekcję o grupach społecznych. Pamiętam ten temat do dziś, mimo że upłynęło już 7 lat. A to wszystko dzięki temu, że temat był bardzo ciekawy i wciągający. Opowiadał o ludzkiej psychice. O tym jak człowiek z natury czuje potrzebę należenia do jakiejś grupy i kiedy jest z niej wykluczony czuje się bardzo źle. Kiedy nie należy do żadnej grupy. Wtedy w jego umyśle powstaje stan nieprzyjemnego napięcia, który jeśli utrzymuje się dłużej, może wywołać stany depresyjne. Tematyka lekcji bardzo przykuła moją uwagę, ponieważ w pewnym sensie dotyczyła mojej osoby. A wszystko to za sprawą szkoły podstawowej. W mojej klasie był pewien podział: 1. na osoby lubiane bo bogate, mające pieniądze oraz 2. osoby ze słabymi stopniami (do tej grupy należeli zarówno biedniejsi uczniowie jak i ci z bogatszych rodzin). Grupa 1 charakteryzowała się tym, że ich członkom było wolno wszystko, nawet się uczyć. Brzmi to śmiesznie i niezrozumiale, ale w mojej klasie jeśli człowiek się uczył, nawet nie jakoś wybitnie i nie miał problemów w szkole- był kujonem. Jeśli miał pieniądze, to z kujona zmieniał się w osobę z przywilejami. Brak problemów z ocenami rekompensowali zawartością kieszeni. Od dawna wiadomo, że pieniądze wzmagają szacunek. Grupę 2 trzymały w kupie właśnie problemy ze stopniami. A to dlatego, że wszyscy mieli te same problemy i mogli się nawzajem wspierać, a więc razem narzekać, że nauczyciele się na nich uwzięli, pokazywać jacy są cool, bo na sprawdzianach mają wszędzie pozatykane ściągi, a to z kolei było dla innych znakiem ich zabawowego charakteru, bo przecież nie tracili swojego cennego czasu na naukę i zamiast tego zajmowali się po szkole imprezowaniem. Nawet jeśli nie dało się tego sprawdzić, bo przecież taka osoba mogła równie dobrze po szkole całymi godzinami czytać książki, to jednak ściągi w kieszeni i złe stopnie były jasnym znakiem dla innych- ta osoba musi być fajna, ciekawa... Złe stopnie były w tym przypadku jak znak drogowy mówiący, przy kim można się fajnie bawić.
         Natomiast ci nieszczęśnicy, którzy nie mieli złych stopni (i pieniędzy, bo od dawna wiadomo, że pieniądze potrafią dać dojście do każdej grupy), byli poza jakąkolwiek grupą. Chyba że w swoim nieszczęściu mieli sprzymierzeńca w postaci innego biednego kujona. Jak teraz o tym myślę to jest to wprost nie do uwierzenia jak mało nauka była ważna w podstawówce w moich czasach (lata 90). Takich osób w mojej klasie nikt nie lubił. I jak teraz o tym myślę, to widzę, że naprawdę nie było powodu, aby tak było. Bo jak można poznać osobę, kiedy od samego początku nie daje jej się szansy i od razu szufladkuje? Kto powiedział, że osoba ucząca się na sprawdziany, odrabiająca lekcje, nie może być interesująca? Że nie można się przy niej dobrze bawić? Niestety z uprzedzeniami ciężko jest walczyć. Tak samo jak z presją kolegów. Bo jeśli jesteś szczęściarzem i należysz do jakiejś grupy (napociłeś się sporo, żeby Cię do niej przyjęli), to przecież nie narazisz swojej pozycji w tej grupie i nie narazisz się na wykluczenie z niej dając szansę osobie spoza grupy, na którą koledzy postawili już krzyżyk, prawda? Bo jeśli zakumplujesz się z kujonem, może oznaczać tylko jedno- sam jesteś kujonem! I w mgnieniu oka znajdziesz się w takiej samej sytuacji jak on... Wpływ grupy jest ogromny i tylko osoby z naprawdę silnym charakterem są w stanie manewrować bez szkody dla siebie pomiędzy grupą a osobą do niej nie przyjętą.
       Teraz wyobraźcie sobie, że jesteście takim kujonem, człowiekiem, który nie wiadomo czym naraził się na ostracyzm, nie należy do żadnej grupy, bo nie ma cech wspólnych z żadną grupą. Jest zdany sam na siebie. I musi CODZIENNIE po kilka godzin przebywać w miejscu, gdzie jest pełno ludzi i żadna z tych osób nie rozmawia z Tobą. Przez kilka godzin dzień w dzień widzisz, że nie jesteś akceptowanym w żadnej grupie. Ludzie wokół Ciebie śmieją się, żartują, dobrze się bawią, spisują od siebie zadania domowe, zdobywając bez wysiłku to nad czym Ty sam długo pracowałeś, w dodatku nikt nie potępia tych "spisywaczy" którzy mogą przebierać w zeszytach (mimo, że u mnie były dwie grupy to jednak grupy te współpracowały ze sobą, pobierając od siebie wzajemne korzyści- zadania domowe i pomoc naukowa z jednej strony, oraz imprezowy klimat z drugiej strony). A Ty cały czas stoisz poza tymi ludźmi. Przechodzą oni obok Ciebie jakbyś nie istniał. Podchodzisz do jakiejś grupki osób, które niby znasz, bo przecież chodzicie do jednej klasy, przez chwilę wydaje Ci się, że jesteś w centrum wydarzeń, czujesz zadowolenie, że w końcu możesz w kimś porozmawiać, a nagle po 5 minutach orientujesz się, że grupka tak się nieznacznie przemieściła, że nagle widzisz ich plecy. I tak co dzień! Wyobrażacie sobie jak destrukcyjnie na psychikę człowieka może wpłynąć takie ciągłe ignorowanie?! Człowiek ma w mózgu zakodowaną potrzebę akceptacji, a kiedy nie może jej zaspokoić, czuje się źle, czuje się niepotrzebny. A więc po co w takim razie ma żyć? Nawet jeśli nie ma najmniejszych podstaw do wykluczenia z grupy, bo nic złego się nikomu nie zrobiło, w pewnym momencie takiego wykluczenia człowiek przestaje widzieć tę niezrozumiałą niesprawiedliwość i zaczyna się zastanawiać, czy czasem wina faktycznie nie leży po jego stronie. A od takich myśli droga do autodestrukcji już niedaleka.


       Po co ja to wszystko opisuję? Po to, żebyście zrozumieli o czym jest ta książka. Ja niestety w podstawówce należałam do tej trzeciej grupy, wyrzuconej poza nawias społeczeństwa i teraz sobie myślę, że tylko dzięki mojej przyjaciółce nie zwariowałam w szkole. Pozwoliła mi ona przetrwać najgorsze chwile i tylko dzięki niej nie zaczęłam myśleć jaka jestem beznadziejna skoro nikt mnie w klasie nie lubi. Śmiałyśmy się razem z tych zbierających się co rano pod szatnią grupek, nie pozwalających innym na włącznie się do rozmowy, śmiałyśmy się z tak wielkiej wagi pieniędzy w naszej klasie. Mimo, że moja przyjaciółka należała do grupy(tej z problemami w szkole) i miała pieniądze, to jednak potrafiła się ze mną przyjaźnić, ponieważ miała zdrowy rozsądek i potrafiła nie poddawać się naciskom grupy. Gdyby nie ona, nie wiem gdzie bym teraz była. Bez niej zapewne nie widziałabym tego, że jest ze mną wszystko dobrze, że poza szkołą miałam wiele koleżanek, z którymi mogłam się bawić na podwórku. Dzięki niej widziałam, że jest też świat istniejący poza moją dziwną klasą. Ale wyobraźcie sobie co by było, gdyby tej jednej osoby zabrakło? Czy byłoby łatwo przetrwać dryfując samemu na łodzi pośród burz?

       Otóż powiem Wam, że bez wsparcia byłoby naprawdę ciężko. Możemy się o tym przekonać czytając "Wyjątek". Mamy tu przedstawioną taką właśnie małą społeczność, którą stanowią cztery koleżanki pracujące w małym biurze. Mamy Iben, jej przyjaciółkę Malene, bibliotekarkę Anne-Lise, pracującą w drugim pomieszczeniu, przedzielonym drzwiami oraz sekretarkę Camillę, mającą biurko w sporej odległości od Iben i Malene, ale jednak w tym samym pomieszczeniu, dzięki czemu mogła uczestniczyć w rozmowach i życiu przyjaciółek. Fundament  grupy stanowią Malene i Iben. Malene, chora na gościec, bolesną chorobę kości, w podzięce za wieloletnią pomoc podczas choroby, załatwiła pracę swojej przyjaciółce Iben, podpowiadając jej co ma mówić na rozmowie, a w pracy wychwalając Iben szefostwu. Wszystko to pod przykrywką zwykłej przelotnej znajomości na studiach. Iben za sprawą ukrytej protekcji otrzymała wymarzoną pracę, o którą ubiegało się tysiąc osób. Aby sprawa koneksji nie została wykryta i nie zagroziła pozycji obu kobiet, przyjaciółki postanowiły udawać, że zaprzyjaźniły się dopiero w pracy. Manewr się udał i nikt się nie zorientował w podanym na srebrnej tacy kłamstwie.


        Wieloletnia przyjaźń daje kobietom niezwykłą siłę rażenia. Przyjaciółki rozumiały się bez słów i zawsze stały za sobą murem. Siedząc naprzeciw siebie przy biurkach mogły prowadzić swobodnie konwersacje i były nieoficjalnymi przywódczyniami grupy, którą nieświadomie utworzyły. Jako rówieśniczki łatwiej im było zaprowadzić w pracy swój porządek, zwłaszcza że szefa często nie było w biurze. Do ich grupy udało się dołączyć Camille, która otrzymała łaskę przyjęcia w zamian za pomoc w niedopuszczeniu do grupy nowo przyjętej osoby, jaką była bibliotekarka Anne-Lise. Oczywiście wykluczenie Anne-Lise odbyło się w białych rękawiczkach, nie została w kierunku Camille wyartykułowana żadna prośba. Jednak w tak małym środowisku subtelne próby przyjaciółek pozbycia się Anne-Lise były łatwo czytelne i jeśli Camille nie chciała się znaleźć poza nawiasem społeczeństwa tak jak Anne-Lise (a więc znaleźć się na jej miejscu, którego Camille bibliotekarce nie zazdrościła), musiała się dostosować do grupy. Nacisk grupy spowodował, że Camille dzień po dniu odsuwała się od Anne-Lise, mimo że obie były w podobnym wieku, a więc starsze od Iben i Malene, obie miały mężów i dzieci i w zasadzie obie mogły stworzyć własną grupę, dzięki której mogłyby się uniezależnić od nacisków młodszych koleżanek. Jednak czy to dlatego, że zanim Anne-Lise przyszła do pracy to Camille już należała do grupy stworzonej przez młodsze koleżanki, a więc jej potrzeba akceptacji przez innych została zaspokojona i nie musiała jej szukać gdzie indziej, czy też może przez to, że Camille nie miała silnej osobowości i dawała sobą łatwo manipulować- Camille wybrała Iben i Malene i całkowicie odsunęła się od Anne-Lise. Bibliotekarka została sama ze swoją samotnością i niezaspokojoną potrzebą należenia do grupy. Z niewiadomych przyczyn Iben i Malene postanowiły zaszufladkować ją jako nudną bibliotekarkę i nie dopuścić do swojej małej społeczności. Wymusiły więc na wszystkich, aby drzwi do biblioteki, łączące dwa pomieszczenia, w których odbywała się praca, były zawsze zamknięte. Odsunęły w ten sposób Anne-Lise od wspólnego życia i skazały na banicję. To natomiast pomogło im w kreowaniu w myślach jej wizerunku jako osoby nietowarzyskiej, niemiłej, nudnej, nieakceptowalnej. Ten ciąg kłamstw wydaje się niezrozumiały. Jak można kogoś celowo odsunąć od innych a potem odczytywać w tej wymuszonej izolacji negatywnych cech charakteru u osoby odsuniętej? I potem nie widzieć własnej winy w swoich złych czynach?

     Akcja rozpoczyna się kiedy Iben i Malene dostają e-mail z pogróżkami. Anonimowa osoba oznajmia im, że niedłgo zginą. Kiedy ktoś wpada na pomysł, że może to być ktoś z biura, pomysł, który nie miał żadnego logicznego wytłumaczenia, zaczyna się wzajemna podejrzliwość i atmosfera w pracy zagęszcza się coraz bardziej. Sytuacja zagrożenia sprawia, że Iben i Malene zaczynają działać jeszcze bardziej irracjonalnie niż zazwyczaj. Poznajemy po kolei historię każdej z dziewczyn, zdarzenia przeplatają się kilkakrotnie, widziane oczami różnych kobiet, odsłaniając coraz bardziej skomplikowane relacje w firmie. Autor ukazuje bezwzględność w działaniu Iben i Malene przeciwko każdemu, kto się im sprzeciwi. Widzimy, jak jeszcze przed przyjściem listów z pogróżkami starają się uprzykrzyć życie Anne-Lise, wciągając w to łatwo ulegającą wpływom Camille. Dziewczyny zdają się nie widzieć jaką krzywdę robią swojej koleżance, która codziennie przeżywa katusze z powodu wykluczenia i zaczyna odczuwać nienawiść do pracy i do koleżanek. Nie do uwierzenia również jest myślenie kobiet, które najpierw zamykają koleżankę samą w bibliotece, skazując ją na ostracyzm, a potem usprawiedliwiają swoje złe zachowanie tym, że Anne-Lise jest nietowarzyska i  nudna.

        Kiedy i Camille otrzymuje e-mail od anonimowego nadawcy, wróżącego sekretarce rychłą śmierć- dla przyjaciółek staje się jasne, że to Anne-Lise jest autorką owych listów, jako że jedyna nie otrzymała pogróżek. Dodatkowym argumentem dla przyjaciółek jest to, że Anne-Lise zaczęła się buntować przeciw złemu traktowaniu w pracy, wciągając w to szefa i narażając się tym samym Iben i Malene.

        Z czasem podejrzenia padają na coraz to nowe osoby, aż wreszcie nikt już nikomu nie ufa.
Wzajemne podejrzenia sprawiają, że zaczynają wierzyć w zło drugiej osoby i zachowują się i myślą coraz bardziej irracjonalnie. Wreszcie dochodzi do tragedii....

       Historia opowiedziana przez Christiana Jungersena wciąga człowieka od samego początku. Charaktery kobiet opisane są w tak wiarygodny sposób, że nieraz czytając książkę nie byłam w stanie uwierzyć jak bardzo można być złym i do tego zaślepionym tak, aby nie widzieć swojego własnego zła, ukrywając je pod dziwnymi motywami, kierującymi działaniem dwóch znęcających się nad koleżanką kobiet. W zasadzie czytając książkę kwestią czasu zdaje się tragedia i przetasowanie ról w przedstawieniu zwanym życiem. Nawet jeśli ktoś nie interesuje się psychologią to będzie potrafił docenić kunszt autora w opisywaniu mechanizmów działania ludzkiego. Zapraszam do lektury każdego, kto chce się nieco bardziej zagłębić w umysł ludzki. Tylko uważajcie, bo możecie się z niej dowiedzieć czegoś, czego wiedzieć nie chcecie ... :)

Kiedy idę pojeździć rowerem zawsze biorę ze sobą książkę. Może być także taka do nauki języka angielskiego :)

1 komentarz:

Zanna pisze...

Nice blog.
Let's follow each other!
Kiss