poniedziałek, 25 lutego 2013

Zawsze marzyłam o tym, aby usłyszeć, że jestem gruba

           Tak naprawdę wcale nie chcę o tym słyszeć. Sama wiem, że przytyłam i to sporo, ale nie chcę, aby mi o tym przypominano na każdym kroku. Mam lustro, które bez odrobiny współczucia mówi mi jak jest, mam też ubrania, które śmieją mi się prosto w twarz, ukazując okazały brzuszek. Już wiele razy mówiłam sobie, że przestanę jeść słodycze i nie dotrzymywałam słowa i wiem, czym to wszystko się dla mnie kończy. W związku z tym nie potrzebuję, żeby mnie jeszcze osoby z zewnątrz uświadamiały. Ciężko jest zaakceptować swój wygląd, kiedy codziennie widzi się zbędne kilogramy, których nie da się zgubić przez swoje przyzwyczajenia. Jednak czasem udaje mi się samą siebie przekonać, że wygląd to nie wszystko, że przecież jestem dość mądra, oczytana i w miarę zabawna, mam bliskie grono przyjaciół, dla których mój wygląd jest nieważny, oraz że realizuję swoje marzenia i aspiracje. Potem zaś nadchodzi taki dzień, w którym ktoś obcy postanawia zburzyć mój ciężko wypracowany spokój, bo czuje, że po prostu musi mi uświadomić, jak bardzo przytyłam od ostatniego widzenia, bo na pewno sama nie zdaję sobie z tego sprawy. Bo gdybym sobie zdawała sprawę ze swoich dodatkowych, oszpecających mnie kilogramów, na pewno bym z domu nie wychodziła z obawy przed ludzkim wzrokiem. A tymczasem ja zamiast się kajać za swoje obżarstwo w najciemniejszym kącie własnego mieszkania, nie tylko wychodzę z domu, ale i idę do centrum handlowego kupić sobie nowy łaszek. Który na pewno i tak będzie na mnie fatalnie wyglądał z racji tłuszczu na brzuchu i na boczkach.

        Ten post został zainspirowany wczorajszym , przykrym dla mnie wydarzeniem. Ostatecznie zaśmiałam się do siebie z całej sytuacji, bo mam spore poczucie humoru i pogodziłam się już z myślą, że mogę do końca życia walczyć z kilogramami, w ślad za genetycznym połączeniem z moją mamą. Zdobyłam się nawet na opowiedzenie całej historii koleżankom, mimo iż wiedziałam, że będą sobie potem ze mnie żartowały, ale przynajmniej komuś mogłam w ten sposób poprawić humor. A więc wybrałam się wczoraj na zakupy do centrum handlowego. Wiedziałam, że będę nieść w ręku kurtkę, bo w centrach handlowych jest zawsze bardzo gorąco i nie da się chodzić po sklepach w odzieży wierzchniej. A miałam tego dnia na sobie sukienkę, niezbyt obcisłą, ale i nie zakrywającą moich wyrywających się do świata boczków ani brzuszka. Postanowiłam więc dobrać do tego sweterek a’la ponczo i tak udrapowałam na brzuchu jego asymetryczne boki, aby zakryć wystającą z oceanu ciała wyspę o nazwie „Brzuch”. Do tego dorzuciłam pasek w kolorze bucików i tak szykownie ubrana ruszyłam na zakupy. Byłam bardzo zadowolona ze swojego wyglądu, bo wydawało mi się, iż brzuszek zniknął jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Tymczasem w sklepie spotkałam koleżankę. I jej pierwszym pytaniem było: „Jesteś w ciąży?”, wypowiedziane radosnym głosem. Na to ja: „Nie, po prostu jestem gruba”. Ona: „No nie żartuj… Naprawdę nie jesteś w ciąży?!”. Ja: „Nie, nie jestem”…. Ona: „A to sory”. I po chwili każda z nas poszła w swoją stronę, bo chyba nie miałyśmy już ochoty przebywać dłużej w swoim towarzystwie. Prawdopodobnie dlatego, że obie się głupio poczułyśmy. I tak naprawdę nie wiem komu było gorzej na duszy: mnie z powodu przypomnienia mi, że jestem gruba, czy znajomej za popełnienie takiego nietaktu.

       Mam więc dla Was radę moje drogie kobietki. Jeśli nie chcecie sprawić znajomej kobiecie przykrości, nie pytajcie czy jest w ciąży tylko dlatego, że niedawno wyszła za mąż. Kobieta w ciąży na pewno sama zdradzi szczęśliwą nowinę, taka będzie uradowana tym faktem. Bez zbędnych pytań i bez narażania Was na nietaktowne zachowania. Zdradzę Wam jeszcze jeden sekret. Osoba, której zdarzyło się przytyć, na pewno nie chce o tym słuchać od innych osób, nawet tych bliskich. Ona sama sobie zdaje z tego sprawę i na pewno codziennie walczy o własną godność w obliczu ludzkich nieprzychylnych spojrzeń. Nie dokładajcie jej więc kolejnych belek pod nogi w walce o dobre samopoczucie i po prostu przełknijcie gorzką pigułkę nachalnego pytania, która się Wam ciśnie na język.

       Kobiety często zupełnie przypadkowo sprawiają przykrość osobie z nadwagą. Jednak mężczyźni jakby wzięli sobie na cel informowanie każdej dziewczyny o dodatkowych kilogramach. W moim gronie najbliższych znajomych nie spotkałam jeszcze mężczyzny, który przeszedłby obojętnie obok mojego problemu. Tak więc wielokrotnie już słyszałam od kolegów, że jestem w ciąży, mimo że wszyscy wiedzieli, iż nie spodziewam się dziecka. Uszczypliwe uwagi na temat mojego wyglądu od kolegów, którzy znali mnie z czasów, gdy byłam szczupła, są dla mnie na porządku dziennym. Do dzisiaj nie wiem, dlaczego mężczyźni tak lubują się w mówieniu dziewczynom przykrych rzeczy. Zaczynam wierzyć, że nie posiadają oni w sobie ani krzty empatii i nie zdają sobie sprawy, że to co dla nich jest znakomitym dowcipem, dla kobiet może być wielką przykrością. I zamiast mobilizować do działania, mogą wpędzić w depresję. Tu nie mam żadnej rady dla mężczyzn, ponieważ wiem, że do nich i tak moje słowa nie trafią i dalej będą z radością oznajmiać swoim koleżankom, że chyba wyhodowały sobie przyjaciela na brzuchu ;)

        Może i tak dużo nie ważę, może przytyłam tylko 10 kilogramów więcej, co daje mi 5 kilo nadwagi w stosunku do mojego wzrostu, ale uszczypliwe uwagi na temat tuszy ranią mnie tak samo mocno jak w przypadku 30-kilogramowej nadwagi. A jeśli ja tak mocno negatywnie odbieram uwagi i niewybredne żarciki na ten temat, że aż postanowiłam napisać mój mały manifest, to wyobraźcie sobie jak bardzo przykro musi być osobom z jeszcze większymi problemami z wagą. Mam więc przygotowaną dla Was kolejną radę: powstrzymajcie języki, nie obracajcie się za osobą z nadwagą, nie szepczcie sobie z koleżanką do ucha w obecności tej osoby i nie chichoczcie, ukradkiem na nią zerkając. Pomijam, że jest to kompletny brak wychowania. Wiedzcie, że takie osoby są wyczulone na punkcie swojego wyglądu i na pewno zdają sobie sprawę, że to o nich szepczecie. Najlepiej w ogóle nie zauważać obecności otyłej osoby, jeśli jest nam obca. A jeśli mamy wśród znajomych osobę z nadwagą, po prostu rozmawiajmy z nią jak z każdą inną osobą i nie dajmy jej do zrozumienia, że uważamy, iż sama jest sobie winna z powodu swojego obżarstwa. Pamiętajmy, że nie zawsze jest to sprawa złej diety. Czasem są to choroby lub uzależnienia, które ciężko jest zwalczyć.

       Mnie osobiście jeszcze jedna rzecz denerwuje. Kiedy wiem, że nie schudłam ani na jotę, a moi znajomi słyszeli, że po raz kolejny powiedziałam "dość" słodyczom, postanawiają za wszelką cenę poprawić mi humor, mówiąc z przekonaniem, że schudłam. A kiedy ja im odpowiadam, że na pewno nie schudłam, to one jeszcze bardziej się upierają, iż jednak schudłam. Naprawdę nie wiem dlaczego tak bardzo mnie to denerwuje, ale tak właśnie jest. Nigdy nie lubiłam wciskania kitu, a już na pewno nie wtedy, kiedy jestem zmuszona przypominać sobie, że nie udało mi się schudnąć. A więc kolejna rada dla czytających tego posta: darujcie sobie komentarze o chudnięciu, chyba że osoba zainteresowana sama Was spyta o to, czy widać, że schudła. Tak będzie najbezpieczniej i dla Was i dla całej znajomości.

        Na koniec dodam, że znacznie poprawił mi się humor, kiedy po fatalnym spotkaniu ze znajomą kupiłam sobie buciki w przecenie ;) Jak to dobrze, że jestem kobietą i mam tyle możliwości na poprawę humoru :D

9 komentarzy:

coświęcejniżfotografia pisze...

nie pocieszy Cię to ale ja ostatnio schudłam i mnie to nie cieszy, wiem dziwne. po prostu tyłek mi bardzo spadł. i jestem płaska xD to gorsze niż zbędne kilogramy -.-

Kinga pisze...

Kochana, doskonale Cię rozumiem bo mam ten sam problem.
Aktualnie jestem w ciąży, więc mam ten hmm "komfort"?
Dziwne słowo, ale wiem, że Ty będziesz wiedzieć o co chodzi.
Też uważam, że niektóre osoby powinny się ugryźć w język, zamiast powiedzieć coś niestosownego.
Najważniejsze,żeby mieć do tego po prostu dystans.
Powiem Ci szczerze, że staram się już olewać głupie komentarze.
Wczoraj pewien anonim napisał mi, że wyglądam masakrycznie i mam się puknąć.;D
Przynajmniej poprawił mi tym humorek;)
Pozdrawiam Cię i pamiętaj najważniejsze jak ty się czujesz i że jesteś akceptowana i kochana przez swojego męża taka jaka jesteś.
Zapraszam Cię też do mojego nowego bloga
www.niezwykle-zycie.blogspot.com

Gone_With_The_Books pisze...

Fakt, te dwa światy nigdy się nie zrozumieją ;) Mam w pracy trzy koleżanki, którym udało się schudnąć i teraz jedna drugiej mówi z radością, że nie ma już nawet tyłka (co jest oczywiście grubą przesadą ;)). Do tego jedna przez drugą narzekają bo nie mają się w co ubrać, bo wszystko jest na nie za duże. Nie rozumem tego biadolenia, przecież tego właśnie oczekiwały, zmiany rozmiaru. Być może źle je osądzam, ale uważam że to nie jest prawdziwe biadolenie, po prostu w ten sposób wyrażają swój podziw nad własną osobą i swoją skutecznością. Oczywiście bardzo się cieszę że udało im się schudnąć, ale nie mogę już słuchać głupiego gadania jakie one są teraz biedne. No chyba, że chcą usłyszeć od otoczenia jak to pięknie schudły ;) Nie wiem jak ma się sprawa z Tobą, ja w każdym razie ucieszę się jak spadnie mi tyłek i biust, bo mam obecnie wszystkiego za dużo :) Ty też w końcu poczujesz radość ze swoich nowych kształtów :*

Gone_With_The_Books pisze...

No widzisz Kinga jaki ten świat jest pełen ludzi z brakami w wychowaniu. Już kiedyś pisałam o tym, że ludziom łatwiej pisać obraźliwe rzeczy jeśli mogą skryć się pod anonimowością. Szkoda, że tamtej osobie nie wystarczy samej puknąć się w czoło, bo myślę, że gdyby to zrobiła, odezwałby się głuchy odgłos ;)
Mój mąż też mi każe ograniczyć jedzenie słodyczy, ale jeszcze nigdy nie dał mi do zrozumienia, że jest mu źle z tym jak wyglądam. Na pewno Twój przyszły mąż też potrafi się zachować :) A może już jesteś mężatką? Czytałam na Twoim nowym blogu, że się chajtasz za tydzień, a czytałam to chyba tydzień temu :D
A to żeś se obrała tematykę bloga, ja ją omijam szerokim łukiem :D Ale zajrzę do Ciebie od czasu do czasu zobaczyć jak Ci idzie :)

audrey pisze...

Niestety są ludzie ,którym brak ogłady.

Kania pisze...

co właściwie obchodzi innych wygląd mojej osoby?... ja mam tendencje do szybkiego przybierania na wadze jak i chudnięcia..i jaki by nie był akurat etap, zawsze jest źle...kiedyś usłyszałam:"ale utyłaś chyba troszkę?" po miesiącu już ta osoba była "zadowolona"z mojego wyglądu, bo schudłam.. teraz też źle, bo słyszę:"jak ty znowu schudłaś..." z takim politowaniem w głosie.. ale to w końcu moje ciało...to najwyżej ja nie będę miała co na siebie włożyć, nie??:)

Gone_With_The_Books pisze...

Ja też tak miała. Jak jeszcze byłam szczupła i drobna, to wszyscy mi zwracali uwagę na to, że powinnam przytyć. A wszystko było ze mną wtedy w porządku. Wydaje mi się, że wynikało to z niezadowolenia, że właśnie byłam szczupła (i ładna:D) i ludzi kłuło to w oczy. Teraz jak przytyłam, to wytykają mi to z zadowoleniem.

Ty nigdy nie będziesz miała problemu z ciuchami, bo zawsze w swojej szafie znajdziesz cos na "chude" dni i "grube" ;)

Kinga pisze...

No niestety, nie każdy jest dobrze wychowany Angeliko.;)
Nie nie jeszcze nie jestem mężatką, ale już za dwa dni będę.;)
Ja wiem, że Ty tematykę macierzyństwa omijasz szeeerokim łukiem, ale nie będę dodawać tam postów tylko z tą tematyką, ażeby Cię nie zanudzić, więc zapraszam ;)

Gone_With_The_Books pisze...

No zobacz, jeszcze niedawno ja się szykowałam do zamążpójścia a teraz Ty masz to szczęście przeżywać ten miły stres ;)