Oczywiście jeśli lecicie do Turynu na narty, nie ma nic prostszego- śniegowce, kurtka i spodnie narciarskie, okulary przeciwsłoneczne dla ochrony oczu przed promieniami słonecznymi odbijanymi od śniegu i okulary narciarskie. Jeśli jednak lecicie do Turynu bo znaleźliście tani lot, a ciągnęło Was za granicę do cieplejszych krajów, wówczas historia jest zupełnie inna. Należy pamiętać, że obszar, na którym leżą Włochy jest bardzo duży i klimat w poszczególnych miastach może być bardzo różnorodny. Turyn leży zaledwie 2 godziny lotu z Warszawy, co oznacza, że niestety tam również panuje zima, tak jak u nas, jedynie lżejsza. Jednak jest to dla nas dużą wskazówką jak się ubrać na lotnisko i jakie rzeczy zabrać ze sobą w walizce. Lecąc do Turynu z Polski nie zmieniamy strefy czasowej, więc chociaż jet lag nam nie grozi. Ale oznacza to także, że nie będzie szalonej różnicy temperatur tu i tam. Jest w tym jeden plus.
Możemy lecieć do Turynu w naszej zimowej kurtce i w butach z kożuszkiem, nie obawiając się, że po przylocie będą tylko zbędnym ciężarem. Dzięki temu ograniczymy również wielkość i ciężkość naszego bagażu. A po powrocie do kraju w tej samej kurtce i butach idziemy na pociąg czy taksówkę i nie musimy się martwić, że będzie nam za zimno czy za gorąco.
Brzmi to trochę tak, jakby nie warto było lecieć do Turynu tym, którzy spodziewają się po swoim wyjeździe nie tylko niesamowitych wrażeń kulturalnych ale i lepszej pogody od tego, co zostawiają za sobą. Bez obaw, każdy znajdzie w rejonie Piemontu, bo właśnie w tym przepięknym regionie znajduje się Turyn, coś dla siebie. Dla miłośników kultury znajdzie się mnóstwo miejsc do zwiedzania, gdyż Turyn jest miastem bardzo bogatym w zabytki i piękne budynki. Zaś dla tych, którzy marzą o górskich widokach i zieleni zanurzonej w słońcu, Piemont ich też nie zawiedzie.
Wydaje mi się, że nie tylko bliskość naszych krajów ale również sąsiedztwo Alp sprawia, że pogoda w Polsce i w okolicach Piemontu nie różni się aż tak bardzo. Jednak tysiące kilometrów, które dzielą Warszawę i Piemont sprawiają, że otrzymujemy w prezencie kilka stopni ciepła ekstra i parę dni słonecznej pogody więcej. Zatem jeśli wystarczy Wam przedwiośnie i cudowna okolica oraz interesujące miasto, lećcie do Turynu, ponieważ tam znajdziecie nie tylko ukojenie dla oczu, mrowie przepięknych budynków dla duszy ale i dobro, które tkwi we Włochach. Ci przemili ludzie sprawią, że nie tylko będziecie chcieli tam wrócić, ale również będziecie namawiać przyjaciół na taką samą wycieczkę.
Żeby spędzić tydzień w Turynie nie potrzeba wiele. Ceny nie są tragiczne i jak na nasze polskie warunki finansowe i przelicznik walutowy, mając w kieszeni 150 euro można spokojnie w tym kraju pożyć. Wprawdzie w restauracjach może się zdarzyć, że doliczą nam do ceny posiłku napiwek, to i tak warto skosztować piemonckiej kuchni (należy pamiętać, że między 14 a 19 nie dostaniemy do jedzenia nic więcej jak tosty- panini i ewentualnie hamburgera w McDonald) czy włoskich lodów. I oczywiście koniecznie trzeba wsiąść w pociąg i pozwiedzać okoliczne miasteczka- spokojne Lanzo, przepiękną Venarię czy górskie Cirie.
Połączenie z Turynu w jedną stronę nie będzie nas kosztować więcej niż 4 euro, a naprawdę warto nacieszyć oczy spokojem, jaki oferuje nam okolica wokół Turynu.
Jeśli szukacie mieszkania na własną rękę, właśnie poza Turynem znajdziecie tańsze opcje i jest ich mnóstwo. Do każdej większej miejscowości dojeżdża pociąg i są to bardzo wygodne i szybkie maszyny. Jeżdżą od 6 rano do 20, co pół godziny. Dodatkowo mieszkając w mniejszej miejscowości mamy większą szansę nawiązać kontakt z miejscową ludnością, poznać styl ich życia i nacieszyć się spokojem takich miejsc, co jakiś czas zjeżdżając do Turynu by poszukać mocniejszych wrażeń.
Jeśli lubicie kontakt z miejscową ludnością, polecam Wam nie hotel, lecz prywatne stancje. Każdy już chyba zna stronę airbnb, ale dla tych którzy pierwszy raz słyszą tę nazwę, dodam, iż możemy dzięki niej znaleźć niedrogie zamieszkanie z dodatkową opcją dla osób bardziej towarzyskich. Na tej stronie znajdziemy pokoje do wynajęcia w prywatnych mieszkaniach, czasem z
dodatkową opcją jedzenia, całe mieszkanie (droższa opcja) lub pokoje współdzielone z właścicielami mieszkań dla co bardziej towarzyskich osób. Na tej ostatniej opcji zyskujemy nie tylko parę groszy w kieszeni, ale i nowe grono znajomych, a nawet przyjaciół. Mieszkania/pokoje z airbnb można zamówić z dnia na dzień i to znacznie ułatwia podróżowanie łowcom okazji samolotowych. Niestety nie ma możliwości zapłacenia na miejscu, całą transakcję trzeba przeprowadzić z domu. Dzięki temu zyskujemy bezpieczeństwo i pewność, że nie zostaniemy na lodzie w obcym kraju.
Gdy chodzi o bagaż, nie musimy się martwić o jedzenie. Przeciwnie niż w przypadku Grecji, włoskie sery i wędliny są dobre (nie dotyczy to parówek, które potrafią robić chyba tylko Polacy), choć znajdzie się wiele osób, które będą twierdzić, że polskie są smaczniejsze. Różnica jednak nie jest ogromna, dlatego nie musimy ze sobą zabierać jedzenia, aby nie umrzeć z głodu. Nawet osoby wybredne znajdą kuchnię włoską naprawdę przyjemną. Jedyną rzeczą, w którą można się zaopatrzyć w domu jest herbata. Włosi nie mają dobrej herbaty, zwłaszcza owocowej. Jest to nie tylko moje zdanie, ale również opinia osoby, która żyje w Piemoncie od 10 lat, a zna kuchnię polską i ukraińską.
A teraz najważniejsze- jak się ubierać w Turynie zimą. Jak już wspomniałam, różnica temperatur nie jest ogromna, jednak może nam się zdarzyć, że natrafimy na parę naprawdę miłych, ciepłych, słonecznych, wiosennych dni. A gdy słońce we Włoszech zdecyduje się już wyjść zza chmur, wówczas przydadzą się nam okulary przeciwsłoneczne, mimo iż nadal będziemy musieli mieć na sobie kurtkę.
Oto co ja bym zabrała na tydzień w Piemoncie: 1. Jedną parę spodni jeansowych. Może to być ta sama para, którą macie na sobie w momencie jazdy na lotnisko. Nie ma potrzeby zabierać ze sobą lżejszych spodni, ponieważ raczej się nam one nie przydadzą. Jeśli ktoś lubi wyglądać fashion i lubi cierpieć w imię dobrego wyglądu, może zabrać ze sobą dodatkową parę boyfriend jeans z przetarciami- będzie idealna na te cieplejsze dni. Można dorzucić spódnicę, gdyż nie zabiera wiele miejsca w walizce a przyda się, gdy do Turynu zawita słońce.
2. Dwie pary ciepłych rajstop lub getry dla osób, które lubią, kiedy jest im ciepło. Gdy słońce zajdzie za horyzontem i temperatura spadnie o kilka stopni, będziemy mogli się nimi ogrzać i nie tracić przyjemności wieczornych spacerów. 3. Ciepłe skarpetki oraz cieńsze na cieplejsze dni. 4. Dwie pary butów- zimowe, które będziemy mieć na sobie w samolocie i lżejsze botki lub półbuty jesienne.
5. Kurtkę zimową, również do samolotu oraz ciepły duży szal oraz drugą kurtkę- najlepiej jesienną, lekką, cienką parkę z bawełny lub innego oddychającego materiału.
6. Trzy bluzki z krótkim rękawkiem. 7. Jeden ciepły sweter i jeden cienki lub dwa cienkie, które w razie potrzeby można nałożyć jeden na drugi. Jeśli ktoś lubi golfy, dobrałabym do tego cienki golf z długim rękawem, sprawdzi się doskonale w połączeniu z naszą lekką parką. 8. Beret lub lekką czapkę. 9. Okulary przeciwsłoneczne. 10. Parasol na wszelki wypadek.
Tak oto lekko spakowani będziecie przygotowani na wszystko. Tak na powrót zimy jak i na wiosnę. Jako, że w lutym w Piemoncie kwitną już stokrotki, mamy całkiem dużą szansę na ciepłe i słoneczne dni.Zatem życzę wszystkim miłych wakacji w środku zimy i radzę- korzystajcie z uroków Piemontu, bo czas tam spędzony będzie do Was jeszcze długo powracał we wspomnieniach.
P.S. Jeśli szukacie taniego pokoju w jakiejś mniejszej, spokojniejszej i piękniejszej niż Turyn mieścinie, polecam Wam właśnie Lanzo oraz naszą przemiłą i bardzo pomocną gospodynię Lyubę. Mówi biegle tak po polsku jak i włosku i na pewno dołoży starań, aby Wasz pobyt u niej był tak przyjemny, jak tylko się da. Oto jej strona na airbnb: Lyuba, Lanzo Torinese
„Where there's a will there's a way”. To hasło przyświecało mi, gdy wraz z koleżanką
organizowałam spontaniczną wycieczkę do Turynu. Wszystko działo się jak na
wariackich papierach. We wtorek zaczęłyśmy o tym rozmawiać, w środę szukać
lotu, mieszkania i kraju docelowego, w czwartek podjęłyśmy ostateczne decyzje i
opłaciłyśmy przelot wraz z mieszkaniem, w piątek wieczorem już jechałyśmy do
Warszawy, aby w sobotę o 6:00 stać w kolejce do odprawy. Dzisiaj jestem już z
powrotem a wspomnienia napędzają mnie do życia. Marzenia się spełniają, trzeba
tylko mieć odwagę i wolę. Kiedy czegoś chcemy, tylko od nas zależy, czy to się
wydarzy, pamiętajcie o tym!
Owszem,
powiecie teraz: „A co z brakiem pieniędzy, nagromadzeniem obowiązków, kotem,
psem i dzieckiem?” W szukaniu wymówek jesteśmy naprawdę świetni. Ale ja mam dla
Was w odpowiedzi to samo hasło, którym zaczęłam ową opowieść. Wystarczy na nie
spojrzeć. Dla chcącego nic trudnego". Pozwólcie sobie na marzenia i nie bójcie się do tych marzeń dążyć.
Jeśli nie spełnią się dziś, może uda się za rok. Jednak jeśli nic nie będziemy
robić, nikt za nas decyzji nie podejmie. Do życia po swojemu potrzeba ogromnej
odwagi, bo na swojej drodze znajdziemy wiele przeszkód do pokonania, wielu
ludzi będzie nam rzucało kłody pod nogi.
Ale to jest Wasze życie i nikt go za
Was nie przeżyje. Przeskoczcie zatem przeszkodę, uśmiechnijcie się do Waszego
wroga i idźcie dalej, nie odwracając się za siebie. Raz podjętej decyzji nie
można cofnąć, ale pamiętajcie że każda zmiana przynosi coś dobrego. Miejcie
odwagę, aby podejmować decyzje i brać na siebie ich konsekwencje, nawet jeśli
tym razem nie będą przyjemne. Ale może za następnym rogiem kryje się coś
fajnego, czego nie doświadczycie, jeśli będziecie przed życiem uciekać i chować
się w bezpieczne zakamarki.
Najważniejszym
krokiem do spełnienia jest zastanowienie się, co jest dla Was najważniejsze i
co Wam sprawia radość w życiu.
W moim przypadku są to podróże, a co za tym
idzie poznawanie nowych ludzi, nowych kultur i doskonalenie umiejętności
językowych. Gdy wracam z podróży, nieważne czy krajowej czy zagranicznej, czuję
się odprężona i zrelaksowana. A gdy wybieram się za granicę, dodatkowo zaczynam
znowu wierzyć w ludzi i w siebie samą. Czuję się coraz odważniejsza i otwarta
na nowe możliwości, jakie daje mi życie. Kiedyś kryłam się po kątach i bałam
się podejmować wyzwania. Obecnie jestem na dobrej drodze, aby tych wyzwań
szukać samej. Kiedyś żyłam w swojej bezpiecznej strefie, dzisiaj opuszczam ją z
radością i próbuję mierzyć się ze swoimi słabościami. A mam ich wiele. Jednak
podróże kształcą i to nie tylko jeśli chodzi o wiedzę życiową. Chodzi tu
również o wiedzę o samym sobie. Ta wiedza zaś pozwala nam ulepszać samych
siebie a to jest w życiu bardzo ważne.
Ja
dzięki podróżom jestem bardziej pewna siebie i coraz mocniej wierzę w swoje
możliwości. Zyskuję odwagę, poszerzają się moje horyzonty myślowe, czuję, że
mam więcej sił, aby wziąć się za bary z życiem i przeciwnościami losu. Podróże
zmieniają mnie na lepsze i tym samym są jednym z najważniejszych elementów
mojego jestestwa.
Aby
być szczęśliwym, nie da się zrezygnować z siebie. Ja już to wiem a ta wiedza
pozwoliła mi poznać samą siebie jeszcze mocniej. Moglibyście pomyśleć, że
spełnianie swoich marzeń o podróżowaniu jest dla mnie łatwe, bo nie mam dzieci,
długów i mam pracę. Ale prawda jest taka, że dziecko nie
przeszkodziłoby mi w
podróżach, a nawet dodałoby mi większego kopa, żeby to robić. Dzięki temu moje
dziecko szybciej poznałoby, co jest dla niego ważne i miałoby lepszy start w
życiu. Brak długów zawdzięczam tylko sobie, a praca nie daje mi takich środków,
abym mogła bez poświęceń latać za granicę. Ale domawianie sobie rzeczy
materialnych nie jest dla mnie żadnym poświęceniem, jeśli w zamian mogę robić
to, co lubię. To, jakie decyzje podejmuję, pozwalają mi spełniać swoje
marzenia. Ja wiem, że to, jak będzie wyglądało moje życie zależy tylko ode
mnie. Dlatego każdą decyzję dobrze przemyślę, zanim ją podejmę, a potem cieszę
się nią, obojętnie jakie konsekwencje przyniesie i nie patrzę wstecz. Nie warto
żałować tego, czego nie można cofnąć.
Tuż
przed moją turyńską wycieczką stałam przed poważną decyzją dotyczącą zmiany
pracy. Długo na to czekałam i widziałam to jako prawdziwą szansę na rozwój.
Jednak zmiana ta wymagałaby ode mnie za dużego poświęcenia, oddania części
siebie na rzecz lepszych warunków pracy. Musiałam z niej zrezygnować, ponieważ
w wieku 30 lat nareszcie wiem, czego chcę. A chcę dalej podróżować i rozwijać
się intelektualnie. Być może przekreśliłam jedyną szansę na zmianę pracy. A być
może z tego spotkania wyniknie w przyszłości coś jeszcze lepszego. Wiem, że nie
będę się nad tym zastanawiać. Podjęłam decyzję i wiem, że będzie dobra. Wkrótce
po tych wydarzeniach pojawiła się szansa wyjazdu do Turynu. Musiałam to zrobić,
musiałam polecieć, aby uczcić decyzję o pozostaniu w obecnej pracy.
Gdybym nie zrobiła
wszystkiego, aby do tej wycieczki doszło, tamta decyzja nie miałaby znaczenia.
A tego bym sobie nie wybaczyła. Na szczęście nie muszę o tym myśleć, ponieważ
zrobiłam to- spełniłam kolejne marzenie, aby zobaczyć Włochy. Dzisiaj jestem
szczęśliwa, bo wiem, że podjęłam dobrą decyzję. Gdybym nie znała siebie tak
dobrze i nie wiedziałabym co jest w moim życiu najważniejsze- a co za tym idzie
nie poleciałabym do Włoch, żałowałabym, czuję to. Dlatego tak ważne jest, aby
wiedzieć, co się dla nas liczy, a co jest mało ważną częścią naszego życia.
Wszystko
ma gdzieś swój początek. Początek mojej wycieczki miał swoje korzenie właśnie w
rozmowie o pracę. Nie mogłam poświęcić siebie w zamian za karierę. W mojej
obecnej pracy mogę wziąć nawet trzytygodniowy urlop lub w razie potrzeby dostać
wolne z dnia na dzień. Dla mnie jest to niezmiernie ważne. Podróże są dla mnie
oknem na świat, a niemożność otrzymania dwutygodniowego urlopu krokiem ku
zamknięciu się na własne potrzeby. Decyzja nie była łatwa, ale właściwa.
A
gdy zapadła jedna decyzja, do drugiej pozostał tylko jeden krok. Gdy zaczęłam
rozmawiać z koleżanką o jej planowanej podróży do Barcelony, poczułam, że
również muszę coś zrobić. Od tego momentu nic nie mogło mnie powstrzymać. Ani
brak pieniędzy ani obawa o barierę językową. Język angielski we Włoszech nie
przydaje się na wiele (nawet na lotnisku może być problem), a z włoskim miałam
tylko krótką przygodę. Mimo to od razu powiedziałam koleżance „tak”, gdy
zapytała, czy poważnie rozważam wycieczkę zagraniczną tylko z nią. Wiedziałam,
że nie ma odwrotu i wiem, że poleciałabym z nią nawet do kraju, którego języka
nie znam nawet na jotę. Gdy padło to pytanie, wiedziałam, że bardziej poważna
nie byłam już dawno. A gdy dobiorą się dwie odważne, zdecydowane osoby, w ślad
za tym od razu pójdzie działanie.
Podróżowałyśmy
palcem po mapie od Barcelony, poprzez Londyn i Sztokholm, aż znalazłyśmy
idealne miejsce dla nas obu- Włochy. Mogłyśmy lecieć gdziekolwiek w Europie, a
jedyną barierą były pieniądze. Ale za granicę możemy polecieć nawet za
niewielkie pieniądze, trzeba tylko trochę poszukać. Na pomoc przyszły czartery
Itaki i mieszkania Airbnb. W ten sposób udało się nam zorganizować tygodniową
wycieczkę za 1200 zł i to z dnia na dzień. Dzięki tej okazji sprawdziłyśmy
swoje zdolności organizatorskie oraz językowe. Gdy byłyśmy już w Turynie, nie
miałyśmy nikogo, kto mógłby nam pomóc z językiem, a jedyne wskazówki dostałyśmy
od osoby, która wynajmowała nam mieszkanie, gdyż cudem znalazłyśmy osobę
mówiącą biegle po polsku. Ale to my musiałyśmy kupić bilety, zapytać o drogę,
skorzystać z mapy i dojechać w odpowiednie miejsce. I to w naszym obowiązku
było zakupić lot na dwa dni przed odlotem i znaleźć mieszkanie na stronie, z
której nigdy wcześniej nie korzystałyśmy. Zawsze zostawiałam sprawy organizacji
naszych wycieczek mężowi, tym jednak razem mogłam samą siebie sprawdzić w takim
charakterze. Dzięki temu przeskoczyłam kolejne ograniczenie, które stawiał
przede mną mój własny umysł. Jedna rzecz mniej, której się boję. Obie z
koleżanką poradziłyśmy sobie w każdej sytuacji, którą napotkałyśmy we Włoszech
i jesteśmy z siebie niesamowicie dumne. Każdemu polecam taki sprawdzian i walkę
ze słabościami. Teraz wierzę, że jestem zdolna dokonać wszystkiego, czego tylko
zapragnę, a to uczucie jest bezcenne!
Czas
na parę faktów:
1.Koszt wycieczki w całości wyniósł
ok. 1200 zł. W tym:
- czarter w obie strony 301 zł; organizator: Itaka, linie lotnicze-
Travel Service; limit bagażu: 20 kg na osobę + 5 kg bagażu podręcznego +
dodatkowe 10 kg na narty i snowboard (tak, wykupiłyśmy lot z oferty dla
narciarzy i jako jedyne przyleciałyśmy w butach na obcasach)
- pokój w Lanzo koło Turynu 102 euro na pół (czyli ok. 440 zł na pół
z koleżanką); korzystałyśmy z www.airbnb.pl zalogowałam się przez link innej
osoby, dzięki czemu otrzymałam 79 zł zniżki na wynajęcie pokoju (zamiast 120
euro plus zniżka za tydzień wynajmu, którą ustawiła osoba wynajmująca pokój).
- podróż pociągiem do Warszawy w obie strony 118 zł. (Lotnisko)
- koszty dodatkowe- podróże z Lanzo do Turynu i pobliskich
miejscowości, bilety miejskie po Turynie, jedzenie, zakupy i inne przyjemności-
100 euro (te koszty zależą tylko od nas i od tego co chcemy zobaczyć i
doświadczyć)
- alarmowa wypłata 20
euro z bankomatu na zakup pamiątek, z tego wydane 15 euro (tu trzeba doliczyć
prowizję za przewalutowanie i wypłatę z innego bankomatu oraz kurs banku, który
zawsze będzie wyższy niż kantoru, warto więc wziąć ze sobą więcej euro jeśli
nie mamy darmowych wypłat za granicami kraju).
Trzeba pamiętać, że nie zawsze znajdzie
się tak tani lot (to nie musi być czarter, jest pełno tanich lotów, które można
dopasować do własnych potrzeb, jednak przy czarterze nie trzeba zwracać uwagi
na ukryte koszty jak opłata lotniskowa, odprawa czy opłata za bagaż), jaki my
znalazłyśmy, zwłaszcza jeśli wyjazd ma być spontaniczny. Ale pamiętajcie, że jeśli
nie uda się zaoszczędzić na locie (obecnie tydzień w Barcelonie kosztuje 500 zł
w obie strony), może uda się znaleźć tanie mieszkanie lub polecieć z większą liczbą
osób i wówczas opłaty za mieszkanie rozłożą się na te osoby lub mniej wyda się
na miejscu bo zabierze się jakieś jedzenie ze sobą. Trzeba kombinować, szukać,
ale na pewno się nie poddawać!
Gdyby nie prezenty, lody, słodycze i inne zbędne
przyjemności, można by tę sumę jeszcze bardziej zredukować. Jednak trzeba
pamiętać, że jeśli nie ma takiej potrzeby, pozwólmy sobie trochę bardziej pożyć
chociaż na tych wakacjach raz w roku :)
Trzeba
tutaj też napisać parę słów odnośnie samej strony www.airbnb.pl ponieważ nie wszystko jest tam
jasno napisane i dla osoby korzystającej z niej po raz pierwszy może być to lekkie
utrudnienie. Muszę tu wspomnieć o tym, że nie wszystkie wynajmujące osoby życzą
sobie od nas (zwrotnego) depozytu za ewentualne zniszczenia, więc gdy zależy
nam na szybkiej transakcji, szukajmy tylko takich miejsc bez tych dodatkowych
kosztów i bez niepotrzebnego zamrażania pieniędzy. Inną ważną rzeczą jest to,
że niektóre rezerwacje są natychmiastowe, o inne trzeba zapytać. Rezerwacja
natychmiastowa daje nam pewność, że mieszkanie będzie na nas czekało z dnia na
dzień. Wersja z poproszeniem o rezerwację każe nam czekać 24 godziny na zaakceptowanie
i potwierdzenie rezerwacji. Gdy mamy mało czasu, ta druga opcja może być
kłopotliwa.
Kiedy otrzymamy akceptację rezerwacji, dopiero wówczas możemy za nią
zapłacić. Ale jeszcze na tym etapie nie dostajemy dokładnego adresu ani numerów
kontaktowych do osoby, u której mamy mieszkać, więc nie silcie się na podawanie
tych informacji w prywatnych wiadomościach. Nawet jeśli osoba wynajmująca
napisze nam swoje dane w wiadomości, strona będzie je ukrywała. Trzeba to
zrozumieć, gdyż jest to nie tylko dbanie o własne interesy, ale również o nasze
bezpieczeństwo i bezpieczeństwo naszej transakcji. Gdy na miejscu okaże się, że
coś jest nie tak, możemy to zgłosić i dostaniemy zwrot poniesionych kosztów
szybciej niż od organizatorów typu Rainbow torus czy Itaka. A za to warto
zapłacić te parę złotych opłaty transakcyjnej. Gdy osoba wynajmująca potwierdzi
rezerwację (a trwa to zazwyczaj parę godzin), otrzymujemy pełne dane, adresy i
telefony, a także pewność, że możemy się już przygotowywać do wycieczki.
Dodatkowo na miejscu mamy kolejnych kilka godzin na zgłaszanie nieprawidłowości
i dopiero po upływie tych godzin nasz gospodarz otrzymuje swoją zapłatę. Przez
cały ten czas pomiędzy pieniądze są zamrożone na naszym koncie i nie musimy się
bać, że je straciliśmy. Nie jestem tylko pewna, czy można płacić normalnym
przelewem- my płaciłyśmy kartą kredytową. Strona airbnb jest godna polecenia i
wiem, że sama będę z niej korzystać w przyszłości. Dodatkowym plusem mieszkań z
airbnb zamiast wygodnego pokoju w hotelu jest możliwość poznania prawdziwego
życia za granicą, kiedy sami musimy iść na zakupy, dogadać się z otaczającymi
nas ludźmi i nauczyć się poruszać komunikacją miejską. W hotelu zazwyczaj mamy
wszystko podane na tacy, a dopiero pokonywanie trudności i barier kulturalnych
i językowych uczy nas najwięcej o kraju, w którym żyjemy i ludziach, którzy go
zamieszkują. A jest to wiedza nieoceniona!
TURYN
Na koniec
krótka notka jak poruszać się po Turynie i okolicach. Przede wszystkim nie
bójcie się pytać, jeśli czegoś nie wiecie. Jeśli umiecie tylko trzy włoskie
słowa na krzyż, pytajcie. Próbujcie języka ojczystego, angielskiego, migowego
czy rysunków- ale pytajcie. Włosi są ogromnie mili i pomocni- dołożą wszelkich
starań, aby Wam pomóc. Tam naprawdę odzyskuje się wiarę w drugiego człowieka. Wyjeżdżając
miałam wrażenie, że jeszcze tydzień a wszystkich byśmy tam znały :)
Ale
wracając do faktów, po Turynie możemy poruszać się dwojako- autobusami i
metrem. Gdy mamy możliwość skorzystania z metra, zróbmy to. Jest szybsze,
ciekawsze (jedyne w europie automatyczne metro bez kierowcy) i nie grzęźnie w
korkach. Wagony metra jeżdżą co pięć minut więc są mniej zatłoczone niż autobusy
i tramwaje i do tego są bardzo szybkie. Aby z nich korzystać wystarczy zwykły
bilet 90-minutowy, który możemy wykorzystać również w tramwaju i autobusie (urban suburban).
Nie
liczy się środek transportu, który możemy dowolnie zmieniać, a właśnie te 90
minut. Taki bilet kosztuje 1.50 euro. Mamy jeszcze do wyboru 4-godzinny bilet
zwany shopping za 3 euro lub 5-przejazdowy (każdy z przejazdów to standardowe
90 minut) za 6.5 euro. Jeśli wiemy, że będziemy w Turynie parę dni pod rząd
opłaca się kupić ten skumulowany, pięcio-przejazdowy bilet.
Bilety należy
kasować zaraz po wejściu do pierwszego pojazdu, następne bilety kasujemy
dopiero po upływie wyznaczonej na bilecie ilości minut, nawet jeśli w
międzyczasie 10 razy zmieniliśmy autobus. Linie autobusowe, tramwajowe i metro
obsługiwane są przez spółkę GTT.
Do tej
spółki należą też pociągi, które zawiozą nas aż do Ceres. Z naszego miasteczka
Lanzo do Torino jeździło się za 3.3 euro. Bilet pociągowy zawsze potwierdzało
się przed wejściem do pociągu przykładając go do niebieskiego, małego
urządzenia umieszczonego na słupkach. Zazwyczaj na każdej stacji były 2-3 takie
urządzenia. Ostatni pociąg wyruszał z Torino o 19:43.
Dodatkowo
z Turynu do innych miejscowości można było jeździć autobusami Sadem, jednak
była to droższa opcja i nigdy z niej nie skorzystałyśmy, tym bardziej, że
przystanki tych autobusów były słabo oznaczone. P.S. Bardzo przydatne są aplikacje na smartfon, pomagające znaleźć drogę; zwłaszcza takie, które działają bez internetu.
Muszę tu
jeszcze dodać, że ogromne podziękowania należą się Kasi i Justynie, dziewczynom
prowadzącym blog LGS. Gdyby nie ich inspirujące vlogi z Barcelony, być może do
tego wyjazdu by nie doszło, bo nie narodziłby się pomysł. A gdy nie ma pomysłu,
nie ma woli ;)